Reklama

Rajd rowerowy u Prezydenta

2018-04-12 07:12

Artur Stelmasiak

Artur Stelmasiak

Prezydent Andrzej Duda zainaugurował VIII Rajd Rowerowy im. Lecha i Marii Kaczyńskich spod pałacu Prezydenckiego na Wawel. - Kiedyś witałem rajd w Krakowie, a teraz żegnam ich w Warszawie - mówi "Niedzieli" Prezydent RP

Rajd rowerowy jest inicjatywą pracowników Kancelarii śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W trakcie spotkania Andrzej Duda sam przejechał się na rowerze, a także założył odblaskową kamizelkę VIII Rajdu im. Lecha i Marii Kaczyńskich oraz 94. ofiar katastrofy smoleńskiej. - Odkąd jest ta inicjatywa zawsze się z nimi spotykałem. Kiedyś witałem ich jako krakus na Wawelu, jako krakowski radny, później poseł i eurodeputowany. A od czasu, gdy zostałem wybrany na urząd prezydencki, to przyjmuje ich przed pałacem Prezydenckim i żegnam w Warszawie.

Zobacz zdjęcia: Rajd rowerowy u Prezydenta

Przecież to jest miejsce skąd Para Prezydencka wyruszyła w swoją ostatnią podróż - mówi "Niedzieli" prezydent Andrzej Duda. - To jest specyficzny, ale bardzo sympatyczny i szczery sposób upamiętniania Pary Prezydenckiej. Ta inicjatywa jest symboliczna również dla mnie i bardzo dziękuję za ten zdrowy, ale jednak spory wysiłek.

Artur Stelmasiak

Razem z Prezydentem uczestników rajdu w drodze na Wawel żegnał min. Adam Kwiatkowski, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP. On również był pracownikiem Kancelarii śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a także jechał w pierwszych rajdach rowerowych do Krakowa.

Reklama

Podczas spotkania w ogrodach pałacu Prezydenckiego rozmawiano o ośmioletniej historii eskapad rowerowych. Ich celem jest pokonanie 500 kilometrów, aby 18 kwietnia dotrzeć na Wawel, gdzie złożą kwiaty i pomodlą się przed grobem Pary Prezydenckiej. - Z wieloma uczestnikami znam się od wielu lat. Można więc powiedzieć, że jesteśmy kolegami - mówił Andrzej Duda, który w 2010 roku był ministrem w Kancelarii Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.

Rajd Rowerowy dotrze na Wawel 18 kwietnia, czyli w rocznicę pogrzebu Pary Prezydenckiej. Jego uczestnicy złożą kwiaty oraz wezmą udział we Mszy św. w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej. Ta rowerowa pielgrzymka jest bowiem dedykowana wszystkim uczestnikom tragicznego lotu 10 kwietnia 2010 roku, a w szczególności pracownikom Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. - To jest nasz drobny wkład, by pamięć o tych osobach nadal trwała - mówi Marcin Wierzchowski, pomysłodawca rajdu.

Artur Stelmasiak

Wierzchowski jest urzędnikiem Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy, a wcześniej pracował dla śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jako urzędnik rankiem 10 kwietnia 2010 czekał na delegację prezydencką na lotnisku w Smoleńsku. - I niestety się doczekałem. To co zobaczyłem i co przeżyłem będzie we mnie do końca życia - wyznaje Wierzchowski. - Znałem wiele osób, które wówczas zginęły. Ten rajd rowerowy jest czasem zadumy nad tymi, którzy tragicznie odeszli. Przypominamy sobie ich twarze, nasze rozmowy i przyjaźnie.

Pierwszy rajd w 2011 roku odbył się, gdy emocje po katastrofie smoleńskiej były jeszcze bardzo silne. - Symbolika tragedii smoleńskiej jest jakoś wpleciona w nasze życie zawodowe i także prywatne. Marcin Wierzchowski czekał na samolot w Smoleńsku, a ja wcześniej całą delegację prezydencką odprowadzałem na Okęciu w Warszawie - mówi Michał Grodzki, były urzędnik Prezydenta Kaczyńskiego, a obecnie burmistrz warszawskiej dzielnicy Bemowo.

Pomysł na rajd rowerowy zrodził się wśród urzędników, którzy organizowali wizyty Lecha Kaczyńskiego. Początkowo wyruszyli szlakiem miejsc, które odwiedził śp. Prezydent, a teraz jego formuła rozszerzyła się. - Składamy kwiaty pod tablicami i miejscami, które upamiętają Prezydenta, ale także odwiedzamy ludzi wówczas poznanych - tłumaczy Grodzki. - Wcześniej przyjmował nas w Krakowie były minister KPRP Andrzej Duda, a teraz na Wawelu wita nas inny były prezydencki minister prof. Ryszard Legutko, obecnie eroposeł.

Pielgrzymka rowerowa, co roku jedzie trochę inną trasą. Po drodze uczestnicy znajdują wiele miejsc ważnych dla historii Polski. Jest to szczególnie ważne w roku 100-lecia Odzyskania Niepodległości. - Często odwiedzamy mogiły zarówno Powstańców Styczniowych, ale także Żołnierzy Wyklętych. Staramy sie dotrzeć tam, gdzie są ślady Polaków, którzy przysłużyli sie Polsce - podkreśla Michał Grodzki.

Tagi:
rower

Szósty raz na rowerach do Maryi

2018-09-04 13:45

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 36/2018, str. II

Martyna Makowska
To największa pielgrzymka rowerowa w Polsce

Wyruszyli 20 sierpnia z placu przy kościele św. Maksymiliana w Kielcach, zaopatrzeni w odblaskowe kamizelki i pobłogosławieni przez bp. Andrzeja Kaletę. Na Jasną Górę, przed oblicze Matki Bożej Częstochowskiej dotarli 24 sierpnia po przejechaniu trasy 250 kilometrów, oznajmiając swoją radość rowerowymi dzwonkami. W VI Kieleckiej Rowerowej Pielgrzymce uczestniczyły 562 osoby. Wśród nich 12 księży, 6 sióstr zakonnych, 4 kleryków Seminarium kieleckiego, rodziny, dzieci, młodzież, osoby starsze. Słowem, wszyscy Ci, którzy kochają Matkę Bożą i jazdę na rowerze. W kaplicy przed Cudownym Obrazem Mszę św. sprawował w intencji pielgrzymów bp Andrzej Kaleta.

Przez cztery sierpniowe dni stworzyli wyjątkową rowerową wspólnotę pielgrzymkową. Byli razem na trasie, w odpoczynku i w modlitwie, zżyli się ze sobą, zaprzyjaźnili się. W pierwszym dniu pielgrzymom towarzyszył na rowerze bp Marian Florczyk, wieczorem Mszę św. w bazylice w Wiślicy sprawował dla nich bp Jan Piotrowski.

Marta jechała po raz trzeci w pielgrzymce. Dołączyła z koleżankami w Wiślicy. – Sam wjazd na Jasną Górę ma swój niepowtarzalny klimat. Wjeżdżamy przy dźwięku dzwonków rowerowych. Przybijamy sobie piątkę. Jest radość, że się udało dotrzeć do Maryi z tymi wszystkimi intencjami. Gromadzimy się w kaplicy. To, co mnie od początku ujęło w pielgrzymce rowerowej to świetna organizacja i logistyka, chęć pomocy. Jadąc pierwszy raz, nie spodziewałam się takiej życzliwości i pomocy ze strony służb, które są bardzo dobrze przygotowane. Jeśli komuś przebije się dętka (co zdarza się dość często), służby natychmiast zmieniają koło, by mógł jechać dalej. Jeśli jest to jakaś większa usterka, dają nawet zastępczy rower. Tych opowieści słuchała Ilona. – Zdecydowałam się z dnia na dzień. Mam dobre koleżanki, trafiła mi się podwózka do Wiślicy. Taka spontaniczna decyzja, ale nie żałuję. Wiozę bagaż intencji i mam nadzieję, że dam radę – mówiła.

Rzeczywiście pielgrzymi chwalą bardzo dobrą organizację i wsparcie na trasie służb oraz Policji, które dbają o bezpieczeństwo cyklistów. Inicjator Rowerowej Pielgrzymki i jej kierownik ks. Tomasz Biskup zadbał jak co roku wraz ze swoimi współpracownikami o wszystko, noclegi, gastronomię, sanitariaty, przewóz rowerów etc. Pielgrzymi podzieleni byli na mniejsze grupy, trasa w każdym dniu na mniejsze odcinki, tak by każdy, nie tylko wytrawny rowerzysta dawał radę. W tym roku na trasie była okazja zarejestrować się w systemie dawców szpiku prowadzonym przez fundację DKMS. Zarejestrowało się 39 osób.

Co jest wyjątkowego w tej pielgrzymce? – Rower, a z rowerem aktywność fizyczna, kontakt z przyrodą, cały dzień na powietrzu. Więc pięknie jest jechać na rowerze do Maryi. Wiozę róże intencje własne i te przysłane w ostatniej chwili przez znajomych i przyjaciół z prośbą o modlitwę. Obserwuję tutaj duże zaangażowanie księży, którzy jadą z nami. Bardzo ważna jest ich otwartość, uwaga i posługa w sakramencie pokuty, możliwość rozmowy na postojach. Wielu ludzi z tego korzysta – odpowiada Anita. Magda z parafii Strawczyn po powrocie z pieszej pielgrzymki zdecydowała się na rowerową.

– To takie dopełnienie pielgrzymowania. Impulsem zawsze jest Maryja i Jezus. Co ją przyciągnęło na pielgrzymkę? – Pragnienie serca i intencje, których nie brakuje. Na Jasną Górę ciągnie też wspomnienie radości i wdzięczność, którą przeżywało się, kiedy już się było u Matki. Pierwszy odcinek nie był łatwy. Upał i 72 kilometry jazdy dały o sobie znać. Ale na trasie spotykamy wielu dobrych i życzliwych ludzi, którzy nas witają na postojach, podają wodę, owoce, przygotowują posiłek, przyjmują pod swój dach. Przychodzą do nas i proszą: – Zanieście i nas do Matki Bożej w swojej modlitwie. Dla mnie niesamowite jest też to, że po drodze nawiedzamy piękne kościoły, stare zabytkowe świątynie o niepowtarzalnym klimacie, o których prawdopodobnie nic nie wiedziałabym, gdyby nie pielgrzymka: Szaniec, Wiślica, Mnichów, Drochlin, Dzierzgów i wiele innych. To są wyjątkowe miejsca.

Barbara z parafii Brzeziny na co dzień dużo jeździ na rowerze. – Dawno temu byłam na pieszej pielgrzymce, a w tym roku jakoś zapragnęłam wyruszyć na rowerową. Jestem bardzo zadowolona i szczęśliwa, że się wybrałam – mówiła po przejechaniu pierwszego odcinka z Kielc do Wiślicy. S. Paula nazaretanka z Kielc, jechała w rowerowej piąty raz.

– To jest inne pielgrzymowanie niż piesze. Nie ma śpiewu. Jedzie się w ciszy, jeden za drugim. Jest czas na refleksję. Mamy swoje intencje, ale też prośby o modlitwę od rodziny, przyjaciół, znajomych. To nas łączy – mówiła. To była także trzecia wyprawa rowerem do Maryi Piotra Frańka, niewidomego kielczanina, który jechał na tandemie z Krzysztofem Osóbką. Rower sprowadzony z Francji w ubiegłym roku został zakupiony dzięki zbiórce ludzi dobrej woli i bardzo dobrze się sprawdzał.

Ks. Dariusz Jarliński, który od początku jeździ w pielgrzymce mówi, że spotyka tutaj niezwykłych ludzi, świadomych po co jadą i dla Kogo tutaj są. Ceni sobie atmosferę i wrażliwość na drugiego człowieka, który może mieć słabszy dzień czy problem z rowerem. Zawsze są wtedy chętni do pomocy bracia i siostry. – W trasie doświadczamy ogromnej życzliwości i gościnności ze strony mieszkańców. I to jest piękne. Zatrzymujemy się na Anioł Pański, Różaniec, Koronkę, Mszę św. Dzień zwieńczony jest Apelem Jasnogórskim – wylicza. Podkreśla, że liczy się każdy przejechany kilometr, wysiłek, słabości, pokonane trudności – wszystko to można ofiarować Maryi we intencjach, które się wiezie na Jasną Górę.

Koleżanki: Lilla z parafii Tuczępy, Monika z Łukowej i Kasia wspólnie wybrały się na pielgrzymkę. Powód jest prosty. – Każdy ma w sercu jakieś prośby ale i podziękowania. Jest trud, ale dajemy radę. Jak na pierwszy dzień jechało się bardzo dobrze – mówiły zadowolone w Wiślicy.

– To obraz żywego Kościoła, połączenie modlitwy bycia razem ze sobą i bycia samemu, możliwość podziwiania piękna przyrody. Pielgrzymi nie wstydzą się modlić wspólnie, manifestować swoją wiarę. Po drugiej stronie widzimy wspaniałych, życzliwych ludzi w tych maleńkich miejscowościach, przez które przejeżdżamy, którzy czekają na nas i jesteśmy dla nich jakimś wielkim wydarzeniem. Na przykład niewielka parafia Drochlin licząca nie więcej niż 440 parafian przyjmuje 120 pielgrzymów, lub wychodzi proboszcz z półmiskiem pełnym kanapek rozłożonych na wykrochmalonej bielutkiej serwetce i nas częstuje. To są obrazy, które na zawsze zostaną w sercu – mówi rzecznik pielgrzymki Aneta Winiarska-Syska. Rowerowi pielgrzymi mówią, że nie da się z niczym porównać tej atmosfery, radości, że się udało, że znowu się jest u Maryi, że można podziękować za całe niesamowite doświadczenie, za spotkanych ludzi i przedstawiać Matce własne prośby i wszystkie intencje wiezione w tej drodze, pozbierane wcześniej od rodziny, przyjaciół znajomych, którzy tak prosili o modlitwę. Trzeba to po prostu przeżyć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Zmarł Franciszek Jakowczyk, który wszystko oddał Ojczyźnie

2019-01-10 15:12

Agnieszka Bugała

Jakub Szymczuk/KPRP
Franciszek Jakowczyk

W październiku ub. r. prezydent Andrzej Duda przywrócił mu polskie obywatelstwo.

więcej o tym wydarzeniu pisaliśmy tutaj:

http://www.niedziela.pl/artykul/139967/nd/Wszystko-oddal-Ojczyznie

Franciszek Jakowczyk urodził się w 1928 r. w Samołowiczach obok Pacewicz (gmina Piaski, powiat Wołkowysk) w rodzinie inteligenckiej. Jego ojciec Włodzimierz był wojskowym i w czasach I wojny światowej służył w Legionach Piłsudskiego. Matka Anna pracowała jako nauczyciel historii w szkole wiejskiej. Tragicznym dla rodziny Jakowczyków okazał się rok 1939. Samołowicze okupowały wojska radzieckie. W 1941 roku do wsi i okolic. po Sowietach, przyszli nowi okupanci – Niemcy. Franciszek Jakowczyk wstąpił do AK i otrzymał pseudonim „Karny”. Uczestniczył w różnych operacjach. Był w oddziale „Wróbla” z bratem Weroniki Sebastianowicz (należała do AK i działała w polskim podziemiu antykomunistycznym ziemi wołkowyskiej także po zakończeniu II wojny światowej) – Antonim Oleszkiewiczem „Iwanem”. Był uczestnikiem jednej z ostatnich udanych akcji podziemia wołkowyskiego. W kwietniu 1948 roku oddział „Wróbla” dokonał likwidacji Daniły Tomkowa, szefa partii komunistycznej w rejonie mostowskim. Niedługo po tym Franciszek Jakowczyk został schwytany i przewieziony do więzienia w Wołkowysku, a potem do Grodna. Na początku lat 50. Jakowczykowi udało się zbiec, wkrótce jednak został złapany i skazany na śmierć. Wyrok zamieniono na 25 lat pozbawienia wolności, z których 15 lat spędził w więzieniu. Wyszedł na wolność w 1969 roku. Wnioskował o amnestię, w ramach podpisanej umowy między ZSRR i Polską o repatriacji, ale nie otrzymał z Moskwy odpowiedzi pozytywnej. „Nie podlega repatriacji ze względu na ciężką zbrodnię przeciwko narodowi ZSRR” - napisano. Po wyjściu z łagru szukał miejsca do zamieszkania, bo do Polski go nie wpuszczano. Pojechał tam, gdzie „Polska była niedaleko” – do Dowbysza, gdzie wówczas mieszkała duża grupa  Polaków. Tam założył rodzinę, znalazł pracę i prowadził gospodarstwo. Franciszek Jakowczyk zawsze podkreślał, że jest Polakiem i z polskiego obywatelstwa nigdy nie zrezygnował.

Polskie obywatelstwo odzyskał dopiero z rąk prezydenta Andrzeja Dudy w październiku 2018 roku. Stowarzyszenia Odra Niemen przywiozło Franciszka do Polski wczesną wiosną 2018r. Chciał otrzymać polskie obywatelstwo i umrzeć w Polsce. Pogrzeb żołnierza odbędzie się w przyszłym tygodniu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ślub polskich pielgrzymów w Panamie!

2019-01-16 18:36

zś, ad/Stacja7 / Warszawa (KAI)

Poznali się na ŚDM w Krakowie, wkrótce potem byli już parą. Dlatego nie wyobrażali sobie, by ich ślub mógłby odbyć się gdzie indziej, niż na kolejnych Światowych Dniach Młodzieży. Uroczystość odbyła się w środę 16 stycznia w Panamie - podaje Stacja7.

Magdalena Pijewska

Martyna i Kuba pochodzą z Trzebini. Przyznają, że zainspirowała ich historia innej pary zakochanych, którzy również poznali się na ŚDM a potem wzięli ślub w trakcie kolejnego spotkania w Rio de Janeiro. – Gdy już byliśmy parą, ta historia cały czas chodziła mi po głowie, w końcu zdecydowałem się nią podzielić z Martyną, pamiętam, że było to podczas ŚDM w wymiarze diecezjalnym w Niedzielę Palmową. Martynie pomysł bardzo się spodobał i pomału rozpoczęliśmy przygotowania. Krakowskie ŚDM połączyły nas, a panamskie utrwaliły już na zawsze – zwierza się Kuba.

Wyjazd do Panamy, połączony ze ślubem, wiązał się z wieloma przygotowaniami, w tym formalnościami. Młodzi zdradzają, że pomogli im zaprzyjaźnieni księża, choć wszystkie niezbędne dokumenty udało się skompletować tuż przed wyjazdem. Zadbali również o strój. – Suknia i garnitur bez większych problemów zmieściły się w naszych walizkach, lecz suknia musiała zostać spakowana w worek próżniowy – wyjaśnia Kuba.

Z uwagi na dużą odległość między Polską i Panamą oraz koszty związane z wyjazdem, świadkami zawarcia małżeństwa nie mogli być rodzice pary młodej. – Ostatecznie przeżywają ślub bardziej niż my – śmieje się Kuba, a Martyna zaznacza, że jej mama do końca martwiła się o to, jak wyprasuje suknię i uczesze włosy.

Opowieść o ich związku zaczyna się w 2016 r. podczas Światowych Dni Młodzieży w Polsce. – Nie przypuszczaliśmy, że ten czas aż tak bardzo zmieni nasze życie – przyznaje Martyna Gergont, która podczas ŚDM 2016 była wolontariuszką parafialną. – Do naszego dekanatu przyjechała duża grupa pielgrzymów z Paryża. W parafii Kuby zaplanowane było ich powitanie. Początkowo mieliśmy pomagać w zupełnie innych miejscach, a jednak obydwoje trafiliśmy na jedno ze stanowisk do wydawania posiłków dla pielgrzymów. I tam się właśnie poznaliśmy – wspomina Martyna. Kuba dodaje, że wspólny pobyt na Campus Misericordiae bardzo ich do siebie zbliżył – Po tym niesamowitym tygodniu zaczęliśmy się coraz częściej spotykać i niedługo później zostaliśmy parą. Żadne z nas nigdy nie było w związku i raczej nic nie zapowiadało zmiany. Aż do ŚDM – dodaje.

Przez najbliższe dwa tygodnie na portalu będą publikowane bieżące relacje z przebiegu Dni w Diecezjach oraz Wydarzeń Centralnych ŚDM z Panamy. Wydarzenia, w których biorą udział polscy pielgrzymi, zrelacjonują młodzi z archidiecezji warszawskiej oraz archidiecezji krakowskiej, którzy już wyruszyli do Panamy i od 14 stycznia uczestniczą w Dniach w Diecezjach.

O tym jak wyglądają przygotowania i organizacja Światowych Dni Młodzieży w Panamie na kilka dni przed rozpoczęciem wydarzeń z udziałem Papieża Franciszka, opowie w specjalnym vlogu Michał Kłosowski, który od początku stycznia wraz z wolontariuszami z całego świata pracuje nad organizacją ŚDM w Panamie.

zś, ad/Stacja7

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem