Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Deribie Mekanene

Rajd rowerowy u Prezydenta

2018-04-12 07:12

Artur Stelmasiak

Artur Stelmasiak

Prezydent Andrzej Duda zainaugurował VIII Rajd Rowerowy im. Lecha i Marii Kaczyńskich spod pałacu Prezydenckiego na Wawel. - Kiedyś witałem rajd w Krakowie, a teraz żegnam ich w Warszawie - mówi "Niedzieli" Prezydent RP

Rajd rowerowy jest inicjatywą pracowników Kancelarii śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W trakcie spotkania Andrzej Duda sam przejechał się na rowerze, a także założył odblaskową kamizelkę VIII Rajdu im. Lecha i Marii Kaczyńskich oraz 94. ofiar katastrofy smoleńskiej. - Odkąd jest ta inicjatywa zawsze się z nimi spotykałem. Kiedyś witałem ich jako krakus na Wawelu, jako krakowski radny, później poseł i eurodeputowany. A od czasu, gdy zostałem wybrany na urząd prezydencki, to przyjmuje ich przed pałacem Prezydenckim i żegnam w Warszawie.

Zobacz zdjęcia: Rajd rowerowy u Prezydenta

Przecież to jest miejsce skąd Para Prezydencka wyruszyła w swoją ostatnią podróż - mówi "Niedzieli" prezydent Andrzej Duda. - To jest specyficzny, ale bardzo sympatyczny i szczery sposób upamiętniania Pary Prezydenckiej. Ta inicjatywa jest symboliczna również dla mnie i bardzo dziękuję za ten zdrowy, ale jednak spory wysiłek.

Artur Stelmasiak

Razem z Prezydentem uczestników rajdu w drodze na Wawel żegnał min. Adam Kwiatkowski, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP. On również był pracownikiem Kancelarii śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a także jechał w pierwszych rajdach rowerowych do Krakowa.

Reklama

Podczas spotkania w ogrodach pałacu Prezydenckiego rozmawiano o ośmioletniej historii eskapad rowerowych. Ich celem jest pokonanie 500 kilometrów, aby 18 kwietnia dotrzeć na Wawel, gdzie złożą kwiaty i pomodlą się przed grobem Pary Prezydenckiej. - Z wieloma uczestnikami znam się od wielu lat. Można więc powiedzieć, że jesteśmy kolegami - mówił Andrzej Duda, który w 2010 roku był ministrem w Kancelarii Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.

Rajd Rowerowy dotrze na Wawel 18 kwietnia, czyli w rocznicę pogrzebu Pary Prezydenckiej. Jego uczestnicy złożą kwiaty oraz wezmą udział we Mszy św. w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej. Ta rowerowa pielgrzymka jest bowiem dedykowana wszystkim uczestnikom tragicznego lotu 10 kwietnia 2010 roku, a w szczególności pracownikom Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. - To jest nasz drobny wkład, by pamięć o tych osobach nadal trwała - mówi Marcin Wierzchowski, pomysłodawca rajdu.

Artur Stelmasiak

Wierzchowski jest urzędnikiem Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy, a wcześniej pracował dla śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jako urzędnik rankiem 10 kwietnia 2010 czekał na delegację prezydencką na lotnisku w Smoleńsku. - I niestety się doczekałem. To co zobaczyłem i co przeżyłem będzie we mnie do końca życia - wyznaje Wierzchowski. - Znałem wiele osób, które wówczas zginęły. Ten rajd rowerowy jest czasem zadumy nad tymi, którzy tragicznie odeszli. Przypominamy sobie ich twarze, nasze rozmowy i przyjaźnie.

Pierwszy rajd w 2011 roku odbył się, gdy emocje po katastrofie smoleńskiej były jeszcze bardzo silne. - Symbolika tragedii smoleńskiej jest jakoś wpleciona w nasze życie zawodowe i także prywatne. Marcin Wierzchowski czekał na samolot w Smoleńsku, a ja wcześniej całą delegację prezydencką odprowadzałem na Okęciu w Warszawie - mówi Michał Grodzki, były urzędnik Prezydenta Kaczyńskiego, a obecnie burmistrz warszawskiej dzielnicy Bemowo.

Pomysł na rajd rowerowy zrodził się wśród urzędników, którzy organizowali wizyty Lecha Kaczyńskiego. Początkowo wyruszyli szlakiem miejsc, które odwiedził śp. Prezydent, a teraz jego formuła rozszerzyła się. - Składamy kwiaty pod tablicami i miejscami, które upamiętają Prezydenta, ale także odwiedzamy ludzi wówczas poznanych - tłumaczy Grodzki. - Wcześniej przyjmował nas w Krakowie były minister KPRP Andrzej Duda, a teraz na Wawelu wita nas inny były prezydencki minister prof. Ryszard Legutko, obecnie eroposeł.

Pielgrzymka rowerowa, co roku jedzie trochę inną trasą. Po drodze uczestnicy znajdują wiele miejsc ważnych dla historii Polski. Jest to szczególnie ważne w roku 100-lecia Odzyskania Niepodległości. - Często odwiedzamy mogiły zarówno Powstańców Styczniowych, ale także Żołnierzy Wyklętych. Staramy sie dotrzeć tam, gdzie są ślady Polaków, którzy przysłużyli sie Polsce - podkreśla Michał Grodzki.

Tagi:
rower

Na rowerach do Madonny

2018-04-18 12:13

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 16/2018, str. IV-V

Czas próby swoich sił, możliwości i walki z sobą. Grupa szaleńców, którzy od 30 lat na rowerach, z modlitwą w sercu, zmierzają w jednym kierunku – ku Czarnej Madonnie. I wiele wysłuchanych modlitw...

Archiwum Bartka Minkiewicza
Uczestnicy rowerowej pielgrzymki na Jasnej Górze, 2008 r.

W 1989 r. ks. Tadeusz Zgórski z grupą młodych osób zapoczątkował rowerową pielgrzymkę ze Strzelec Krajeńskich na Jasną Górę. W następnych latach jako duchowi opiekunowie wyjazdy kontynuowali kolejni księża wikariusze parafii pw. św. Franciszka z Asyżu, którzy przy zaangażowaniu osób świeckich rozwinęli pielgrzymkę i nadali jej nowy charakter. Obecnie dzieło poprzedników kontynuują Bartek Minkiewicz i ks. Paweł Sztyber.

Tegoroczna 30. pielgrzymka odbędzie się w dniach od 21 do 28 lipca. Będzie o tyle szczególna, bo jubileuszowa. Zapisy już trwają.

Mały cud

Rowerową pielgrzymkę na Jasną Górę zapoczątkował ks. Tadeusz Zgórski, ówczesny wikariusz parafii pw. św. Franciszka z Asyżu w Strzelcach Krajeńskich, obecnie rezydent parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Głogowie. – Przygotowywałem grupę do bierzmowania. To była ósma klasa. Wśród uczniów był mistrz świata w kolarstwie. Było mniej więcej tyle samo chłopców, co dziewcząt. Uczyłem też w salkach w Technikum Mechanizacji Rolnictwa, gdzie byli sami chłopcy. Z tej grupy do seminarium poszło 5 chłopaków, których też poprosiłem, żeby pojechali na tę pielgrzymkę. W sumie wyruszyło ze mną ok. 30 osób – wspomina ks. Zgórski. – Wcześniej przejechałem trasę samochodem. Ustaliłem, gdzie śpimy i co jemy. W drodze nie towarzyszył nam żaden samochód. Każdy na bagażniku miał ze sobą swoje osobiste rzeczy. Jedzenie i spanie mieliśmy załatwione po drodze u poszczególnych proboszczów. Utkwił mi w pamięci ksiądz staruszek, który o godz. 3 nad ranem z paniami z Caritas robił nam kanapki. To było bardzo wzruszające. Wszędzie byliśmy przyjmowani bardzo serdecznie. Dostawaliśmy na drogę żywność, owoce – opowiada ks. Tadeusz. Dodaje, że pielgrzymka rodziła się w bólach, jednak towarzyszył jej mały cud. Przez kilka dni poprzedzających pielgrzymkę bardzo mocno padało, niektóre drogi były słabo przejezdne. Jednak rankiem w dniu wyjazdu przestało padać. – Weszliśmy do kościoła pw. św. Franciszka. Proboszcz śp. ks. Mieczysław Wykrota odprawił Mszę św. Wyszliśmy, a tu słoneczko i bardzo ciepło, później mieliśmy piękną pogodę – dodaje kapłan.

Gosia i Piotrek

Ks. Tadeusz opowiada, że wszyscy uczestnicy pielgrzymki musieli mieć rowery z przerzutkami. Wspomina, że jedna z dziewcząt miała nowego składaka, ale bez przerzutek. Postanowił, że każdy chłopiec w razie trudności będzie pomagał wskazanej dziewczynie. – Jeden z kleryków, Piotrek, miał doskonały rower, chyba najlepszy. Umówiliśmy się, że będzie pomagał Gosi, córce dyrektora PGR-u. Okazało się, że po drodze to ona podpychała Piotrka, a nie Piotrek ją – śmieje się ks. Tadeusz Zgórski. – Wszyscy szczęśliwie dojechaliśmy do Częstochowy, poza jedną dziewczynką, która miała zbyt duży bagaż, za Ostrzeszowem przewróciła się i zdarła kolano. Bałem się o nią, dlatego zadzwoniłem do jej rodziców i pociągiem wróciła do domu.

Będąc w Częstochowie, odwiedziliśmy też Białą, rodzinną miejscowość ks. Wykroty, gdzie przyjęli nas bardzo serdecznie. W każdym razie, jeżeli chodzi o pielgrzymkę, było bardzo sympatycznie, zarówno duchowo, jak i zewnętrznie. Po powrocie poszedłem na probostwo do Koźli, natomiast pielgrzymka była kontynuowana przez moich następców – dodaje ks. Zgórski.

Pan Bóg ich wysłuchał

Pielgrzymkę kontynuowali m.in. ks. Ryszard Górski, ks. Dariusz Mikiciuk, śp. ks. Zygmunt Kowalczuk oraz ks. Jacek Błażkiewicz. W latach 1995-99 rozkręcił ją jej ówczesny opiekun, ks. Mirosław Donabidowicz, obecnie proboszcz parafii św. Urbana I w Zielonej Górze. – Przede mną w pielgrzymce brało udział zaledwie kilkanaście osób, a jej zaplecze w pewnym sensie nie było do końca zorganizowane. Za moich czasów zebrała się fajna ekipa, z którą udało nam się zorganizować nagłośnienie, kuchnię i obsługę medyczną, czyli zaplecze, które dzisiaj funkcjonuje praktycznie na każdej pielgrzymce – mówi ks. Donabidowicz. Za ks. Mirosława początkowo jeździło ok. 80 osób, później 120, a nawet 150. Uczestnicy pochodzili głównie ze Strzelec i okolic. Sprawami organizacyjnymi zajmowały się osoby świeckie, z kolei opiekunami grupy byli kolejni wikariusze. – Miałem specjalny rower z zamontowanymi głośnikami, z którego w czasie jazdy głoszone były nauki i modlitwy. Byliśmy podzieleni na 5, 6 grup po ok. 15 osób, bo tak nakazywały przepisy. Każdy z uczestników miał swoje osobiste intencje, jednak wszyscy ogólnie modliliśmy się za naszą młodzież, parafię, a także ludzi chorych, cierpiących. W kolejnych wyjazdach dziękowaliśmy też Panu Bogu za to, że pielgrzymka tak pięknie się rozwija, a zwłaszcza za jej uczestników, z których wytworzyła się pewna rodzina. To nie byli ludzie, którzy szukali atrakcji czy przygód, ale autentycznie jechali na Jasną Górę z modlitwą w konkretnych intencjach. Pamiętam młode małżeństwo, które nie mogło mieć dzieci. Pojechali z nami pierwszy raz, a po powrocie okazało się, że pani jest w ciąży, że Pan Bóg ich wysłuchał – wspomina z uśmiechem ks. Mirosław.

Z nutą sentymentu

Następcą ks. Donabidowicza był ks. Zdzisław Przybysz, który obecnie posługuje w parafii Kosieczyn. Kapłan tak wspomina swoje doświadczenie rowerowej pielgrzymki ze Strzelec na Jasną Górę: – Moje spotkanie z pielgrzymką nastąpiło w 2000 r., kiedy zostałem wikariuszem parafii pw. św. Franciszka z Asyżu. Pielgrzymkę prowadziłem trzy razy, ostatni raz w 2003 r. Zmieniliśmy dotychczasową trasę, wędrowało nas ponad 100 rowerów plus obsługa techniczna. Byli to w większości mieszkańcy Strzelec i okolic, ale także Gorzowa, Trzciela i Nowej Soli. Nastroje, które nam towarzyszyły, były bardzo pozytywne, radosne, a intencje – tak jak w większości pielgrzymkowych wysiłków – każdy niósł coś indywidualnie w sercu. Przygotowania były intensywne: objazd trasy w czerwcu, dokładne opisy trasy, miejsca noclegowe, śpiewniki, plakietki, karty pielgrzymów, prowiant, transport, kuchnia. Jak przy każdej pielgrzymce – zaplecze logistyczne. Po latach wspominam pielgrzymkę z nutą sentymentu. Był to dobry czas rekolekcji w drodze, zawiązywania nowych znajomości, budowania zaufania do drugiego człowieka, zwłaszcza gdy przydarzały się awarie. Uczestnikom jubileuszowej pielgrzymki życzę siły w nogach, hartu ducha, a przede wszystkim wiary.

Żyła tym cała parafia

Z grupą ks. Tadeusza Zgórskiego 30 lat temu na Jasną Górę jako młody chłopak jechał ks. Marcin Strzyżykowski, obecnie wikariusz w Otyniu. Wspomina, że pomysł na pielgrzymkę rowerową w parafii był całkiem nowy. Pierwsza pielgrzymka – jak mówi – mogła liczyć ok. 25-30 osób. Jej uczestnicy pochodzili ze Strzelec Krajeńskich, okolic, a także innych części Polski (np. Opola). – Mimo trzech dekad wspomnienia pierwszej pielgrzymki pozostają ciągle żywe w moim umyśle, sercu... Należy pamiętać, że Strzelce zawsze kojarzone były ze sportem rowerowym. Działa tu od lat, z wybitnymi osiągnięciami na skalę świata, klub kolarski „POM” Strzelce Krajeńskie. Mogło to ułatwić ks. Tadeuszowi dotarcie do młodzieży właśnie przez sport. 30 lat temu hasło: „Jedziemy na Jasną Górę na rowerach” było czymś niezwykłym, wyczynem i duchowym, i fizycznym. Wydarzeniem tym żyła cała parafia. Chciałem spróbować, jak to będzie. Była to trochę podróż w nieznane z człowiekiem, który porwał nas i pokazał cel: Jasna Góra – opowiada ks. Marcin. – W kolejnych pielgrzymkach uczestniczyło już moje rodzeństwo: brat Sławomir (obecnie proboszcz w parafii Bytnica) i siostra Sylwia. Po latach najmłodsza siostra Ewa również rozpoczęła swoją przygodę ze strzelecką pielgrzymką rowerową – dodaje.

Piękno polskich wsi

Ks. Strzyżykowski, który uczestniczył w pierwszych sześciu pielgrzymkach, wspomina, że każda z nich była jakby osobną książką pełną przygód. – W 1991 r. pojechaliśmy na rowerach do Częstochowy na Światowy Dzień Młodych. Była nas dosyć duża grupa. Pamiętam morze ludzi i jedno wydarzenie, gdy obok barierki, przy której stałem, przejeżdżał św. Jan Paweł II. Myślę, że właśnie ta pielgrzymka pokazała mi Kościół w jego wymiarze powszechnym – Kościół radosny, dynamiczny i żywy – dzieli się ks. Marcin. – Zawsze czekałem na pielgrzymkę. Było to niesamowite doświadczenie wspólnoty, która pielgrzymuje. Widziałem piękno polskich wsi, w powietrzu unosił się letni zapach pól, łąk i ta grupa szaleńców, którzy na rowerach, z modlitwą w sercu, zmierzali w jednym kierunku: ku Czarnej Madonnie. To było piękne! Kiedy wracaliśmy, a były takie pielgrzymki, że jechaliśmy w dwie strony, ludzie rzucali nam kwiaty pod koła. Pielgrzymka była też czasem próby swoich sił, możliwości i walki z sobą. Po powrocie miałem wrażenie, jakbym wracał z wielkiej, niezwykłej podróży, w czasie której tak wiele się dokonało w moim życiu – opowiada kapłan.

Biskup, rower i żabki do prania

Od samego początku z pielgrzymką związany był Jacek Tuz, który jeździł w pierwszych dziewięciu pielgrzymkach. – Dziesiątą rozpocząłem, ale ze względu na uraz szczęki nie ukończyłem. W roku 1998 zmieniłem stan cywilny, przeniosłem się do Tychów i przestałem jeździć w ogóle. Czasami odwiedzam uczestników, jak wyruszają albo jak kończą pielgrzymkę – wspomina Jacek. – Na pewno bardzo dużo osób zaczęło jeździć, kiedy pielgrzymką zajął się Dariusz Wieczorek ze Stowarzyszenia Rodzin Katolickich. Wtedy tych ludzi było nawet ok. setki. Natomiast od strony duchowej najbardziej wspominam dwie pielgrzymki – pierwszą z ks. Tadeuszem, która była dla nas zupełnie czymś nowym, i tą, kiedy jechaliśmy na spotkanie z Ojcem Świętym na Światowe Dni Młodzieży w 1991 r. Jednego roku fragment pielgrzymki powrotnej, z Paradyża do Rokitna, przejechał z nami na rowerze bp Józef Michalik. Pamiętam, że miał czerwony rower Wagant i nogawki spięte na żabki do prania, żeby mu się w łańcuch nie powkręcały – opowiada z uśmiechem Jacek Tuz.

Statuetki, tort i... jubileusz!

Od czterech lat w stałą organizację pielgrzymki zaangażowany jest Bartek Minkiewicz, wiceprezes Koła Parafialnego Stowarzyszenia Rodzin Katolickich, który jako główny organizator jeździ od dwóch lat. W tym roku w pielgrzymce weźmie udział po raz 19. – Przygotowania zaczynamy od stycznia. Szukamy sponsorów. Na dwa miesiące przed pielgrzymką ustalamy trasę, szukamy noclegów, ustalamy menu, robimy listę uczestników i organizujemy spotkania przedpielgrzymkowe. Średnio na każdej pielgrzymce jest ok. 100 osób. Nie są to tylko osoby ze Strzelec Krajeńskich, Drezdenka, Gorzowa czy Zielonej Góry, ale również spoza naszej diecezji. Przedział wiekowy też jest różny – mówi Bartek. – Zawsze jedzie się z jakąś intencją w sercu, jednak w tej chwili jako organizator człowiek bardziej myśli nad przebiegiem trasy, nad ludźmi i ich bezpieczeństwem. Pielgrzymka to dla mnie spotkanie z ludźmi. Na pewno Eucharystia też jest inaczej przeżywana w drodze. W czasie urlopu jest to też dla mnie moment wyciszenia się. To bardzo ciekawa forma spędzenia czasu, spotkania z Bogiem z możliwością spowiedzi w czasie drogi. W tym roku dla uczczenia jubileuszu wyjeżdżamy dodatkowo do Krakowa. Jest to trzydniowy etap. Jedziemy nie całą grupą, ale jest to wyjazd dla chętnych. Pielgrzymka wyjeżdża w sobotę 21 lipca. Na Jasnej Górze jesteśmy 28 lipca. Na rozpoczęcie planujemy wręczenie statuetek dla zasłużonych dla niej osób. Będzie wielki tort, ma także przyjechać ksiądz biskup – kończy Bartek Minkiewicz.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Pomiędzy 56. a 70. rokiem

2018-05-27 19:06

Kamil Krasowski

Wydarzenia Zielonogórskie, czyli wystąpienie 30 maja 1960 r. ok. 5 tys. zielonogórzan przeciwko milicji w obronie tamtejszego Domu Katolickiego, który ówczesne władze chciały zlikwidować to jeden z największych protestów, jakie miały miejsce pomiędzy Poznańskim Czerwcem 1956 r. a grudniem 1970 r. na Wybrzeżu. 27 maja w Zielonej Górze z udziałem Prezydenta RP Andrzeja Dudy odbyły się obchody 58. rocznicy tego wydarzenia.

Karolina Krasowska

W obchodach 58. rocznicy Wydarzeń Zielonogórskich uczestniczył Prezydent RP Andrzej Duda, co podniosło rangę uroczystości. Zgodnie z planem Prezydent złożył wieniec na grobie śp. ks. Kazimierza Michalskiego oraz wręczył odznaczenia państwowe zasłużonym mieszkańcom województwa lubuskiego, w tym uczestnikom tamtych wydarzeń. W okolicznościowym przemówieniu wyjaśnił dlaczego w Polsce tak mało wie się na temat wydarzeń z ostatnich dni maja 1960 r. – Tutaj miało nie być Rzeczypospolitej Polskiej. Tutaj miało nie być wiary. Tutaj miało nie być Kościoła. Tutaj miała być tylko ideologia socjalistyczna, wiara w Lenina i tego typu „wartości”. Czyli tutaj miał żyć wyjałowiony człowiek, którego wydarto i któremu siłą wpajano ideologię, z którą z reguły nie miał nic wspólnego. To właśnie dlatego milczano o tamtych wydarzeniach, bo one stanowiły zaprzeczenie tego wszystkiego, co przez 15 lat władza komunistyczna z całym swoim aparatem represji i propagandy usiłowała na mieszkańcach tych ziem wycisnąć - odejście od tradycji, od pamięci, od wiary tak mocno przecież i odwiecznie wpisanej w Polskę i w polskość. Nie udało się. Dzięki Bogu, dzięki wam, dzięki waszym pradziadkom, dziadkom, ojcom – nie udało się. Nie udało się wydrzeć tego, co tak polskie i co tak naprawdę w wielkim stopniu o Polsce stanowi – mówił na rynku w Zielonej Górze Andrzej Duda. – 5 tys. ludzi w 50-tysięcznym mieście. To 10 procent całej społeczności przyszło po to, żeby stanąć w obronie Domu Katolickiego, po to, żeby powiedzieć: „nie zgadzamy się”, żebyście nam zabierali tą resztkę godności, która jeszcze nam została. A przecież wiedzieli na jakim świecie żyją, w jakich okolicznościach i co grozi za podniesienie ręki na władzę ludową. A jednak byli tak zdesperowani, że odważyli się ją podnieść - dla wiary i dla poczucia wspólnoty, dla wartości i dlatego, żeby nie dać sobie odebrać tej absolutnej resztki wolności. Jakże silnie dzięki temu co się wtedy wydarzyło razem zakorzeniliście się Państwo tutaj, jakże właśnie dzięki takim aktom, jak ten – brew propagandzie i mimo niej – uczyniliście tą ziemię na powrót polską. Dla Polski żeście to zrobili. Był to najpotężniejszy protest od 56 roku aż do 70. Kolejny kamień na drodze do solidarności i do wolności, jakże potrzebnej tutaj, na Ziemiach Zachodnich – kontynuował prezydent.

Podczas uroczystej Mszy św. w zielonogórskiej konkatedrze biskup zielonogórsko-gorzowski Tadeusz Lityński wypowiedział słowa przeprosin – najpierw wobec śp. ks. Kazimierza Michalskiego, którego grób znajduje się przy konkatedrze oraz wobec obecnych w kościele członków jego rodziny. – Choć do samego końca pozostał wierny Kościołowi i do samego końca był broniony przez Sługę Bożego bp. Wilhelma Plutę, to jednak tę wierność przypłacił swoim czasem wygnania, szykanami i więzieniem – mówił bp Lityński. Biskup przeprosił także za to, że znaleźli się tacy mieszkańcy tego miasta i że doszło do takich działań ówczesnych władz, które zadały tyle cierpienia kapłanowi. Podziękował za niezłomną postawę ks. Michalskiego wierności Ewangelii i za jego świadectwo wielkiego patriotyzmu, wrażliwość serca i niesienie pomocy tym, którzy byli w potrzebie duchowej i materialnej.

Historyk Marek Budniak podkreśla jak ściśle wspomniane wydarzenia były związane z osobą śp. ks. Kazimierza Michalskiego, proboszcza zielonogórskiej parafii pw. św. Jadwigi oraz budynkiem Domu Katolickiego, w którego obronie stanęli mieszkańcy. – Mówimy o budynku na pl. Powstańców Wielkopolskich, w którym obecnie znajduje się Filharmonia. W tamtych latach odbywała się tu katecheza, były spektakle teatralne. To były lata początków Filharmonii Zielonogórskiej, która wówczas też tam koncertowała. Funkcjonowała tam również stołówka Caritas. I naraz ks. Michalski miał to oddać. Nie chciał tego zrobić, bo było mu to potrzebne. Ostatecznie doszło do tego, że użyto siło, aby budynek Kościołowi odebrać – wyjaśnia Marek Budniak. – Doszło do starć. Na szczęście nie było ofiar. Szacuje się, że w kulminacyjnym momencie w starciach z milicją brało udział ok. 5 tys. osób. Wystąpienie spacyfikowały dopiero oddziały ZOMO z Poznania. Zatrzymano ponad 300 osób, skazanych zostało ok. 200. Wyroki były bardzo surowe – mówi historyk i dodaje, że Wydarzenia Zielonogórskie to były największe wydarzenia w obronie niezawisłości i niezależności Polaków oraz walki o wolność pomiędzy 56. a 70. rokiem. Dlatego trzeba o nich mówić, trzeba je pokazywać i wpisywać w podręczniki, co jest naszym zadaniem. Istnieją także plany, aby w 2020 r. w 60. rocznicę wydarzeń pomiędzy kościołem Matki Bożej Częstochowskiej a zielonogórską filharmonią stanął pomnik śp. ks. Kazimierza Michalskiego.

W programie tegorocznych obchodów odbyły się także: 2. Bieg Wydarzeń Zielonogórskich, widowisko plenerowe „Drogi do Wolności” w reżyserii Roberta Czechowskiego, dyrektora Teatru Lubuskiego w Zielonej Górze oraz zwiedzanie wystawy „Wrastanie. Ziemie Zachodnie i Północne. Początek”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Isakowicz-Zaleski po zakończeniu protestu w Sejmie: wszelkie zarzuty pod adresem Kościoła są niesprawiedliwe

2018-05-27 19:08

dg / Warszawa (KAI)

Nie jest tak, że Kościół nie zabierał głosu. Ks. kard. Kazimierz Nycz był obecny na strajku, przyszedł z własnej woli. Wypowiadali się różni duchowni i z tego co wiem, byli gotowi być pośrednikami w tych rozmowach – powiedział KAI ks. Tadeusz Isakowicz Zaleski. – Niestety ten protest został upolityczniony. Dodam, że wszelkie zarzuty pod adresem Kościoła są niesprawiedliwe, bo Kościół od zarania swoich dziejów prowadzi działalność charytatywną – zaznaczył założyciel i prezes fundacji im. Brata Alberta i duszpasterz osób niepełnosprawnych, komentując zakończenie w Sejmie protestu w sprawie osób niepełnosprawnych a także wypowiedzi ks. Wojciecha Lemańskiego.

TER
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski

– Przyjąłem jako dobrą wiadomość to, że protest został zawieszony, czyli nie zakończony, ale zmieniła się jego forma. Apelowałem o to już od kilku dni, bo uważałem, że to się odbija ogromnie negatywnie na zdrowiu fizycznym i psychicznym tych osób niepełnosprawnych, które przeżywają straszliwą traumę – powiedział ks. Tadeusz Isakowicz Zaleski.

Komentując sam protest, dodał: "uważam, że rodzice wykazali ogromną determinację, z większością ich postulatów się zgadzam. Niepokoiły mnie natomiast sytuacje, kiedy politycy, którzy nic do tej pory nie zrobili, podpinali się pod ten protest. Moim zdaniem to właśnie oni dobili ten protest – takie występy niektórych osób, które 'z troską' się pochylały nad niepełnosprawnymi, a do tej pory były obojętne. Uważam, że dobrze się stało, że część postulatów osób niepełnosprawnych została spełniona, a teraz jest okazja do dialogu, do rozmowy, do wywierania presji na rząd, żeby zrealizował te postulaty. Musi się to jednak odbywać w całkowicie innej atmosferze i to jest rola dla organizacji pozarządowych, dla środowisk osób niepełnosprawnych i wielu ludzi dobrej woli".

– Jeżeli chodzi o ks. Lemańskiego, to ja nigdy się nie spotkałem, aby kiedykolwiek pomagał niepełnosprawnym. Cztery lata temu ja uczestniczyłem w podobnym proteście rodziców w Sejmie i ks. Lemański się tym kompletnie nie interesował, nie było go tam. Prowadzę wiele akcji charytatywnych, nigdy go nie widziałem, żadnego zaangażowania z jego strony. On jest skłócony z hierarchią kościelną, ale uważam, że to jest jedna z osób, która się stara podpiąć – powiedział, odnosząc się do dzisiejszych wypowiedzi suspendowanego kapłana.

Ks. Isakowicz zaznaczył, że Kościół w Polsce nie był bierny wobec protestu: "Nie jest tak, że Kościół nie zabierał głosu. Ks. kard. Kazimierz Nycz był obecny na strajku, przyszedł z własnej woli. Wypowiadali się różni duchowni i z tego co wiem, byli gotowi być pośrednikami w tych rozmowach. Natomiast niestety ten protest został upolityczniony. Dodam, że wszelkie zarzuty pod adresem Kościoła są niesprawiedliwe, bo Kościół od zarania swoich dziejów prowadzi działalność charytatywną. Obecnie prowadzi bardzo wiele dzieł charytatywnych. Jest wiele fundacji i stowarzyszeń, tak jak moja fundacji Brata Alberta, która nie jest fundacją kościelną, ale jest związana ze środowiskiem kościelnym. Nie można powiedzieć, że Kościół nic nie zrobił. Kościół nie był stroną tego sporu. Natomiast słowa ks. Lemańskiego są skandaliczne, krzywdzą i tylko podpalają cały problem".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem