Reklama

Boże Narodzenie w rodzinie chrześcijańskiej

2018-12-18 11:05

Ks. Piotr Arbaszewski
Edycja podlaska 51/2018, str. VI

Bożena Sztajner/Niedziela

Tajemnica Bożego Wcielenia, czyli przyjęcia natury ludzkiej przez odwiecznego Boga, jest jedną z najdonioślejszych prawd wiary chrześcijańskiej. Jest ona rokrocznie wyjątkowo przeżywana w uroczystość Narodzenia Pańskiego

Wszyscy ochrzczeni są wtedy zaproszeni do uświadomienia prawdy: „Kto dla nas się narodził; Kto do nas przyszedł”. Rangę tego świętowania podnosi także okres przygotowania, na który składa się Adwent i Wigilia. Etymologia tych słów z jęz. łacińskiego podaje nam ich głębokie znaczenie: advenire – tzn. przybywać, zaś vigilare – tzn. czuwać. Tak więc, Adwent mówi nam, że Jezus historycznie przyszedł „do nas”, na końcu czasów przyjdzie „po nas”, a teraz chce przyjść „do mnie”. Boże Narodzenie w pełni jest wtedy, gdy właśnie Zbawiciel rodzi się we mnie. Dlatego powinienem zawsze czuwać, by we mnie było miejsce dla żywego Boga, by nie było mrocznej pogańskiej krainy.

Istota Bożego Narodzenia

Kościół, który uobecnia wszystkie tajemnice zbawcze, chce przygotować swych wiernych do świadomego i głębokiego świętowania Bożego Narodzenia. Jest to wielce istotne w obecnej kulturze nacechowanej konsumpcjonizmem i wszechobecnym hedonizmem. Jakże wielu ludzi gubi istotę chrześcijańskiego przeżywania tychże świąt, zatrzymując się tylko na poziomie tradycji i ciągle zmieniającej się modzie. Czyż nie jest tak, jak mawiał przed laty św. Jan Paweł II, że wielu świętuje Boże Narodzenie bez Boga. Jaki jest więc właściwy wymiar i sens Narodzenia Pańskiego?

Zadaniem chrześcijanina jest odczytać Boży zamysł zrodzenia się Jedynego Pana i Zbawiciela. Jezus Chrystus przyszedł jako Emmanuel, czyli Pan z nami, aby stać się jednym z nas i odkupić człowieka. Przyszedł w swoim czasie, jak relacjonuje św. Paweł: „gdy nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty” (Ga 4, 4). Było to wydarzenie przełomowe w dziejach ludzkości. Mesjasz zrodził się jako dziecko, by każdy człowiek niejako zaopiekował się Bogiem w sobie, aby pozwolił Jezusowi urosnąć w sobie. Dlatego tajemnica Bożego Narodzenia po dziś dzień „stanowi szczególnie dogodną okazję do medytacji nad sensem i wartością naszego życia… zachęca nas do medytowania nad miłosierną dobrocią Boga, który przyszedł do człowieka, by bezpośrednio przekazać mu Prawdę, która zbawia, i by mu dać udział w swojej przyjaźni i swoim życiu” (Benedykt XVI). Ponadto Boże Narodzenie objawiło również głęboki sens każdych ludzkich narodzin i nadal ukazuje, że radość mesjańska jest fundamentem i wypełnieniem tej radości, jaką przynosi każde dziecko przychodzące na świat (Por. J 16, 21). Chrystus, który przyszedł przez rodzinę ukazuje więc wielkość i znaczenie rodziny ludzkiej jako niezastępowalnego miejsca przyjęcia i obrony daru życia.

Reklama

Bogata tradycja w rodzinnym świętowaniu

Pierwsi chrześcijanie, chociaż nie świętowali Bożego Narodzenia, to jednak już w starożytności chrześcijańskiej rodzi się tradycja, która rozprzestrzeniła się na cały świat. To świętowanie przyjęło uroczystą formę w liturgii Kościoła i zbudowało niezwykle bogate dziedzictwo związane z powstaniem cennych dzieł kultury wysokiej i ludowej; odnoszące się do przyozdabiania świątyń, choinek, tworzenia obrazów, rzeźb, kościelnych i domowych stajenek, ołtarzyków oraz organizowania domowej liturgii i kolędowania. Wyjątkowo bogata jest w tym świętowaniu właśnie kultura polska.

Jednym z najbardziej charakterystycznych wydarzeń, nie mających odpowiednika w żadnym innym narodzie Europy, jest polska wieczerza wigilijna, która posiada głęboki charakter liturgii domowej i zarazem przepięknej katechezy. Przyjęła się ona w naszym kraju w XVIII wieku. Stół przykrywano białym obrusem, przypominał ołtarz i pieluszki Jezusa, a pod nim układano siano – dla przypomnienia sianka, na którym spoczywało Boże Dziecię. Do dzisiaj, w większości domów na wigilijnym stole ustawia się także krzyż i świece, kładzie się Pismo Święte i opłatki. Tradycja zachęca również, aby pamiętając o obecności Jezusa w każdym człowieku, a zwłaszcza w ubogich i osamotnionych, przygotować jedno miejsce wolne. Ten wolny talerzyk symbolizuje także osoby zmarłe, gdyż wierzy się, że w tajemnicy świętych obcowania dusze naszych bliskich w tak uroczystej chwili przeżywają radość Bożego Narodzenia wraz z nami.

Wigilia polska, dawniej zwana wilią, bądź pośnikiem czy postnikiem, jest wyjątkowym rytuałem. Zaczyna się on od zapalenia świecy i wspólnej modlitwy rodzinnej. Najważniejszym momentem jest odczytanie fragmentu Ewangelii o Bożym Narodzeniu. Najlepiej, gdy czyni to ojciec rodziny. Następnie na znak miłości wzajemnej łamiemy się opłatkiem, dziękujemy nawzajem za otrzymane dobra i wypowiadamy serdeczne życzeń. Obecność opłatka, który jest delikatny, biały i cienki – dawniej zwany mgiełką, upieczony w żelaznej formie z mąki pszennej i wody, jest przebogatym w swym znaczeniu symbolem. Opłatek w jęz. łacińskim oblatum znaczy dar ofiarny, czyli święty chleb, zaś słowo Betlejem znaczy dosłownie dom chleba. Tak więc dzielenie się opłatkiem jest dzieleniem się Bogiem, którego ma się w sobie oraz pragnieniem, by być dla drugiego darem i dobrocią. Wreszcie opłatek jest symbolem Eucharystii, Chleba anielskiego, który powinni wyznawcy Jezusa przyjmować w Boże Narodzenie. Tradycja dawna przekazuje prawdę, że na wigilijnym stole znajdować się powinno dwanaście potraw. Ich liczba mówi z jednej strony o pewnej pełni, a z drugiej o fundamencie żywego Kościoła zbudowanego na wierze dwunastu Apostołów. Celebrację wieczerzy wigilijnej powinien zakończyć wspólny śpiew kolęd i pastorałek.

Walka z chrześcijaństwem

Na początku XXI wieku da się dostrzec wyraźny rozdźwięk pomiędzy głębokim przesłaniem Bożego Narodzenia i aspiracjami człowieka a współczesną laicką kulturą. Da się zauważyć, że od trzech wieków trwa ideologiczne i siłowe budowanie tzw. nowego porządku świata – czyli bez Boga oraz bez kultury, zwyczajów i cywilizacji chrześcijańskiej. Na naszych oczach proces ten doznał systemowego przyspieszenia. Kilka lat temu Komisja Europejska wydała kalendarz uczniowski na rok szkolny 2010/2011 we wszystkich językach UE w nakładzie 3 mln egzemplarzy. Umieszczono w nim święta różnego typu: hinduskie, muzułmańskie, żydowskie, a także święta Sichów; wreszcie zawarto tam, tak mocno lansowane przez komercję – walentynki i neopogański Halloween. Jednak w tym kalendarzu nie zaznaczono ani jednego święta chrześcijańskiego – jak Boże Narodzenie, Wielkanoc czy Wszystkich Świętych. Ponadto w 2012 r. władze Brukseli zrezygnowały z postawienia bożonarodzeniowej choinki na rynku głównym, łamiąc tym samym wieloletnią tradycję. Tradycyjną choinkę zastąpiono dziwną konstrukcją świetlną. Kilka lat temu w najnowszym polskim i tzw. darmowym elementarzu zabrakło świąt Bożego Narodzenia. Co więcej, od lat usiłuje się nie tylko w świecie, ale również i w Polsce wyeliminować nie tylko bożonarodzeniową choinkę, ale także zastąpić nazwę i istotę świąt Bożego Narodzenia. Niektórzy np. wypowiadają samo słowo „święta”, albo „ferie świąteczne”. W efekcie, tak na co dzień, życiem ludzi, w tym również wierzących, przestaje od jakiegoś czasu kierować kalendarz liturgiczny, a zaczyna tę funkcję pełnić komercja. Od lat już w Adwencie mamy w sklepach pełne iluminacje świateł, dźwięk kolęd oraz komercyjne żniwa, czyli konsumpcyjne święta. Jesteśmy świadkami zaplanowanego zawłaszczania, zagłuszania, narzucania, mieszania i wypierania bożonarodzeniowej symboliki. Ta praktyka okazuje się być coraz bardziej agresywna i skuteczna na rzecz manipulatorów i biznesmenów pochłoniętych kategorią zysku. Przejawem takiej postawy są m.in. wyjazdy do ekskluzywnych hoteli czy tzw. ciepłych krajów – już bez polskiej tradycji i bez Boga, czyli bezbożnie. Co więcej, zabiegi neomarksistów idą dalej. Z jednej strony szybko znika z naszych oczu samo świętowanie Bożego Narodzenia z jego nieprzemijającymi treściami, a z drugiej w sposób błyskawiczny jest zasłonięte kolejnym komercyjnym zabiegiem, tzn. gigantycznie rozdmuchanym sylwestrem i karnawałem.

Nadzieja w Bożym Dzieciątku

Przed laty papież Benedykt XVI mówiąc o tym zagrożeniu, prosił, by to, co człowiek wytwarza i czyni, było czymś wtórnym wobec piękna Bożego Narodzenia: „konsumpcjonizm może odwrócić uwagę od tej wewnętrznej tęsknoty, ale jeśli serce pragnie przyjąć Dzieciątko przynoszące Bożą nowość, przychodzące, aby obdarzyć nas życiem w pełni, światła świątecznych ozdób mogą stać się raczej odblaskiem Światła, które zapaliło wcielenie się Boga”. Jako Polacy mamy świadomość trwającej ponad 1050 lat nierozerwalności naszej tożsamości z wiarą katolicką oraz zwyczajami i obyczajami wyrosłymi z tejże wiary. Potrzeba nam powrócić do czystej wiary, zbudowanej na autentycznej relacji z Bogiem. Potrzeba wreszcie męstwa, by żyć tym, co chrześcijaństwo przynosi. A to wszystko powinno wypływać z konkretnej świadomej postawy: spowiadam się przed świętami, uczęszczam na Roraty i rekolekcje, podczas Wigilii modlę się i nie spożywam alkoholu, zaś pokarmy i prezenty nie przesłaniają mi piękna i istoty narodzenia mojego Zbawcy.

Niech święta Bożego Narodzenia zjednoczą małżonków i rodziny ze sobą, niech nastąpi tam, gdzie potrzeba, szczere przebaczenie i pojednanie. Z Bogiem i w Bogu bądźmy ze sobą. Radujmy się sobą! Bądźmy świadomi, Kto urodził się dla nas.

Tagi:
rodzina Boże Narodzenie

Chcą pomagać innym

2019-03-06 10:19

Ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 10/2019, str. IV-V

W sandomierskim ośrodku rekolekcyjnym „Quo vadis” odbyła się Oaza Rekolekcyjna Animatorów Rodzin (ORAR) drugiego stopnia. Organizatorem rekolekcji, w których brało udział 100 osób, był Domowy Kościół, rodzinna gałąź Ruchu Światło-Życie

Ks. Adam Stachowicz
Uczestnicy oazowych rekolekcji

W rekolekcjach uczestniczyło 31 małżeństw z dziećmi, w tym 9 małżeństw z naszej diecezji. Zarówno ORAR pierwszego stopnia, odbywająca się na początku ferii, jak i obecna drugiego stopnia cieszyły się dużym zainteresowaniem. Sandomierski ośrodek rekolekcyjny był pełen małżonków przeżywających rekolekcje i doskonalących się w zdobywaniu wiedzy odnośnie posługiwania jako par animatorskich oraz dzieci mających swoje zajęcia pod czujnym okiem Diakonii Wychowawczej.

Wymiar duchowy

W Oazie Rekolekcyjnej Animatorów Rodzin ważny jest element szkoleniowy oraz podnoszenie swoich umiejętności i kwalifikacji, ale jeszcze istotniejszy jest aspekt duchowy, czyli przeżywanie spotkania jako formy rekolekcji.

Mówi o tym ks. Artur Dyjak: – Nie są to jakieś warsztaty, czy szkolenia dla Domowego Kościoła, ale jak nazwa mówi – rekolekcje. Zasadniczo więc chodzi o przeżycie obecności Chrystusa i jeszcze większe otwarcie na Jego wolę na drodze powołania małżeńskiego. W ramach formowania dojrzałej wiary w Domowym Kościele tak pojmowana jest funkcja tzw. pary animatorskiej – jako wybór i zaproszenie do współpracy z Chrystusem. W kontekście tej prawdy uczestnicy uświadamiają sobie wymiar odpowiedzialności w posłudze wobec innych małżeństw, przypominają sobie, bądź zapoznają się z zadaniami pary animatorskiej, celami, metodami, środkami i wizją drogi małżeńskiej do świętości w Domowym Kościele. Jak wszystkie rekolekcje w ramach ruchu, tak i te oparte są na przeżyciu i spotkaniu w małej wspólnocie Kościoła (grupie – kręgu) – zaznacza duchowy przewodnik rekolekcyjny.

W rekolekcjach uczestniczyli Luiza i Mariusz z parafii Zaleszany. Zapytani o przeżywane rekolekcje oraz o to, co daje im Domowy Kościół – odpowiadają: – Bycie w Domowym Kościele daje nam siłę do dalszego pracowania nad naszym małżeństwem. Kiedy Boga postawimy na pierwszym miejscu, nasze małżeństwo ma siłę na każdy dzień. Te rekolekcje pokazują nam, że jesteśmy na właściwej drodze w budowaniu naszych relacji małżeńskich i rodzinnych z Bogiem.

Aby lepiej posługiwać

Rekolekcje tego typy charakteryzuje bogactwo programu i intensywność zajęć podejmowanych w poszczególne dni. Jak zaznaczają Halina i Stanisław Pikulowie: – Celem rekolekcji było uświadomienie uczestnikom nadprzyrodzonego wymiaru odpowiedzialności w posłudze pary animatorskiej, gdyż animatorzy zostają imiennie wybrani, powołani i „zaproszeni” przez Boga do posługi innym małżonkom należącym do Domowego Kościoła. Podczas rekolekcji doświadczaliśmy obecności Chrystusa na modlitwie, podczas Eucharystii, w tematach omawianych podczas konferencji, we wspólnocie i w drugim człowieku. Poprzez słowo, które Pan Bóg kierował do nas każdego dnia, również przez kapłana, umacnialiśmy naszą wiarę, miłość małżeńską i rodzinną. Staraliśmy się zachęcić małżonków do wierności charyzmatowi Ruchu Światło-Życie i zasadom Domowego Kościoła oraz ukazać i przypomnieć piękno duchowości małżeńskiej, tj. drogę świętości dla małżonków kroczących do Pana Boga – nie osobno, ale razem, drogę, którą wskazał nam nasz założyciel ks. Franciszek Blachnicki. Pragnęliśmy zapalić wszystkich uczestników rekolekcji do gorliwości w wypełnianiu powołania.

Czas świadectwa

Każde rekolekcje odbywające się metodą przyjętą w Ruchu Światło-Życie związane są z Godziną Świadectwa, czyli dzieleniem się uczestników oraz prowadzących przeżyciami i doświadczeniami zdobytymi podczas turnusu.

Od Kasi i Szymona mogliśmy usłyszeć: – Do Domowego Kościoła należymy już trzeci rok. Już od jakiegoś czasu chcieliśmy uczestniczyć w takich rekolekcjach, aby uzupełniać naszą formację. Jesteśmy animatorami kręgu, dlatego czujemy się odpowiedzialni za wzrost duchowy nas i naszych przyjaciół. Rekolekcje pozwoliły nam na nowo odkryć, kim jest animator i jaki powinien być ideał pary animatorskiej. Uświadomiły nam, że nasza posługa animatorska nie jest dziełem przypadku – zostaliśmy wybrani przez samego Pana Jezusa. Bardzo ważna w tej posłudze jest nasza jedność jako małżonków. Razem mamy się uświęcać i prowadzić do zbawienia, dlatego ogromnym przeżyciem dla nas było odnowienie przysięgi małżeńskiej i modlitwa małżonków przed Najświętszym Sakramentem. Temat zadań pary animatorskiej, współpracy z kapłanem czy darów Domowego Kościoła przypomniał nam o naszym charyzmacie. Fantastyczną sprawą było świadectwo Sylwii, która powiedziała nam o obronie życia i Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego.

Żona Kasia jeszcze dodaje: – Kilka lat temu było mi to bardzo bliskie i modliłam się za dzieci nienarodzone, jednak później z racji obowiązków, przestałam. Dziś wiem, że muszę do tego wrócić. Kolejnym wspaniałym darem było świadectwo Jerzego, który opowiedział o Krucjacie Wyzwolenia Człowieka. Z mężem jesteśmy już w krucjacie, ale każde świadectwo jest umocnieniem na naszej drodze.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

STOP SEKSUALIZACJI W SZKOŁACH

2019-03-20 14:49

Agata Pieszko

Prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski, 18 lutego podpisał Kartę LGBT, która wywołała falę sprzeciwu w środowiskach pro rodzinnych. Z Magdaleną Czarnik – wiceprezes Stowarzyszenia Rodzice Chronią Dzieci o konsekwencjach tego zdarzenia rozmawia Agata Pieszko.

Archiwum Stowarzyszenia

Agata Pieszko: W ramach akcji STOP SEKSUALIZACJI DZIECI W SZKOŁACH, na stronie akcji można podpisać petycję wspierającą Małopolską Kurator, Barbrę Nowak, która według Stowarzyszenia, słusznie zdemaskowała Standardy WHO. Na czym to zdemaskowanie polega?

Magdalena Czarnik: Ten długi dokument liczy 68 stron i kiedy czytany jest pobieżne ze świadomością, że został wydany przez najpoważniejszą na świecie organizację zajmującą się zdrowiem, można odnieść wrażenie, że przekazuje wskazówki jak zadbać o zdrowie, bezpieczeństwo i rozwój naszych dzieci, natomiast sedno tego dokumentu, stanowią matryce od strony 38, gdzie podano dokładnie czego należy uczyć dzieci. Autorzy przekonują, że każdy człowiek ma potrzeby seksualne niemalże od momentu przyjścia na świat. Podają zalecenia, żeby nie tylko pozwolić dzieciom, ale wręcz zachęcić je do masturbowanie się we wczesnym okresie życia. 9-letnie dzieci mają zostać zapoznane z różnymi metodami antykoncepcji, a 12-letnie negocjować uprawianie seksu. 15-latki zachęcane mają być do ogłaszania skłonności homoseksualnych i do akceptowania ciąży w związkach jednopłciowych. Niemiecka Federalna Centrala Edukacji Zdrowotnej, organ niemieckiego rządu federalnego występujący jako współautor tego dokumentu, już od początku lat 70. wydawała coraz to bardziej perwersyjne materiały do tzw. edukacji seksualnej, przekazywane do szkół, przedszkoli, a nawet żłobków. Poradniki te jednoznacznie zachęcały młodzież do podejmowania przedwczesnych kontaktów seksualnych, serwując instruktaż „bezpiecznego” zabezpieczenia. Rosnące liczby ciąż u nastolatek i chorób przenoszonych drogą płciową, które znaleźć można np. w danych Eurostatu, pokazują jak wielką szkodliwość społeczną wniosła owa nowoczesna edukacja seksualna. Niemiecka Federalna Centrala Edukacji Zdrowotnej wydała także w 2007 roku broszurę dla rodziców i opiekunów w żłobkach, gdzie były wskazania do tego, żeby dzieci pocierać w intymnych miejscach ciała, z wytłumaczeniem, że poprawią w ten sposób ich samopoczucie i rozwój. Dlatego też nie powinno nas zbytnio zaskakiwać, że właśnie ta Federalna Centrala opracowała wspomniane standardy edukacji seksualnej, a pani Kurator Nowak określiła je tak jak należy. Tego typu edukacja seksualna nie mówi o więzi i właściwym znaczeniu seksualności, która powinna realizować się w małżeństwie, biorącym na siebie trud wychowywania dzieci, ale erotyzuje i zachęca do przedwczesnych, nieuporządkowanych kontaktów seksualnych. Tak się dzieje już od blisko 50 lat na Zachodzie i te standardy należy traktować jako wynik wieloletnich działań aktywistów seksualnych, którzy zmieniali stopniowo mentalność ludzi niszcząc normy seksualności, służące zarówno dobru wspólnemu społeczeństwa jak i jednostkom. Warto przypomnieć, że w Polsce te standardy zostały przedstawione w 2013 r. w Polskiej Akademii Nauk, w obecności najważniejszych decydentów polskiego sektora oświaty, którzy przyjęli je z pełną powagą i bez kwestionowania ich racji. Ułatwiło to niewątpliwie grupom „seksedukatorów”, powołujących się na ten dokument, wchodzenie do szkół i przeprowadzanie zajęć z tzw. „nowoczesnej edukacji seksualnej”. Stanowią one część szerszej „gednerowej” agendy organizacji aktywistów LGBT, którzy forsują nie tylko tolerancję, ale i żądają akceptacji dla uprawiania wszelkich praktyk seksualnych. Uczą dzieci kwestionowania płci biologicznej, którą przedstawiają jako coś płynnego, niewiadomego. Według tych standardów dzieci mają traktować wszelkie praktyki seksualne jako tak samo właściwe, równorzędne i dostępne dla każdego bez względu na wiek i stan. W to wpisuje się dezawuowanie roli małżeństwa i rodziny. Nie ma odniesienia do tego, że seksualność realizuje się najlepiej relacji ze współmałżonkiem, że jest wyrazem miłości, która daje nowe życie i buduje piękną rodzinę. „Genderowa” agenda niszczy fundamenty naszej cywilizacji. Docelowo ma zdemontować instytucję małżeństwa. Walka o tzw. małżeństwa jednopłciowe jest tylko etapem do celu.

Czym jest Karta LGBT i co wprowadzenie karty oznacza w praktyce?

Kartę LGBT+, podpisaną przez prezydenta Trzaskowskiego powinniśmy rozumieć jako kolejny krok na drodze do zainstalowania przywilejów dla organizacji LGBT, wraz z którymi zamknięte zostaną usta tym, którzy odważą się myśleć samodzielnie. Mimo pięknych zapisów o przeciwdziałaniu dyskryminacji, musimy mieć świadomość, że tego typu dokument służy forsowaniu żądań radykalnych mniejszości seksualnych, które na Zachodzie zyskały duże poparcie, są finansowane przez Komisję Europejską i faktycznie mają wielką siłę oddziaływania. Czymże innym jest „klauzula antydyskryminacyjna” w warszawskiej karcie LGBT+, jeśli nie metodą na uzyskanie wymuszonego poparcia dla praktyk homoseksualnych od przedsiębiorców, którzy zostaną dopiero na tej podstawie dopuszczeni do przetargów organizowanych przez miasto? Co będzie robił specjalnie przeszkolony „latarnik” w szkole? Będzie interpretował problemy dzieci na tle domniemania ich skłonności homoseksualnych, zamiast szukać ich faktycznych przyczyn. Jego zadaniem będzie rekrutowanie kolejnych zastępów aktywistów „genderowej” agendy, natomiast kneblowane są usta terapeutom niezależnym od presji LGBT, którzy nigdy nie diagnozują u dzieci homoseksualizmu. Taką diagnozę można postawić tylko w odniesieniu do osób dorosłych. Strategom LGBT zależy na tym, żeby przy każdej okazji wspominać o gejach, lesbijkach, transseksualistach, biseksualistach w kontekście ofiar, cierpiących ucisk od „homofobicznego” społeczeństwa. Powtarzają swoje kłamstwa w kółko wymuszając wrażenie, że Karta LGBT i podobne narzędzia mają zadośćuczynić ich dotychczasowym cierpieniom. Podają liczby wyssane z palca – podobno wśród mieszkańców Warszawy 10% to osoby o innej „orientacji seksualnej”. W tym dokumencie bardzo niebezpieczne jest narzucanie szkołom programów pseudo-edukacyjnych, zgodnych z pro-pedofilskimi Standardami WHO, które mają uderzyć prosto w bezbronne dzieci. Na temat niezgodności warszawskiej Karty LGBT+ z polskim prawem wydane już zostały dwie ekspertyzy: przez Instytut Ordo Iuris i Instytut Wymiaru Sprawiedliwości. Wynika z nich, że prezydent Trzaskowski przekroczył uprawnienia władzy samorządowej, która nie posiada kompetencji do narzucania jednostkom administracyjnym Urz. Miasta realizacji takich zadań. Agenda LGBT zamyka usta ludziom, którzy chcieliby, żeby nadal w społeczeństwie dominującym wzorcem życia społecznego było małżeństwo i rodzina. Patrząc na kraje Zachodu widzimy, że ogranicza podstawowe wolności obywatelskie – prawo do swobodnej wypowiedzi, wolności sumienia i wyznania, prowadzenia badań naukowych, prawo terapeutów do proponowania terapii osobom, które chciałyby z niej korzystać. Organizacje LGBT zawłaszczają coraz szersze obszary naszego życia społecznego. Mają decydować na temat tego, co się ma dziać w służbie zdrowia, w szpitalach. Na Zachodzie w karcie narodzin dziecka wpisuje się Rodzic 1 i Rodzic 2 zamiast mama i tata, ponieważ zapis o ojcu i matce jest ponoć dyskryminujący. Ze względu na tak niewielką grupę społeczną, która zdobyła poparcie finansowe, mają zostać wprowadzone w naszą kulturę destrukcyjne wzorce życia oparte na szkodliwych preferencjach seksualnych. Musimy mieć świadomość, jakie wolności obywatelskie przez to stracimy. Na Zachodzie doszło do tego, że osoby duchowne nie mogą cytować Biblii ze względu na to, że zawiera wyraźne sformułowania na temat czynów homoseksualnych. To, co jawnie złe i szkodliwe, mamy uznać za dobro. Na tym ma polegać równość i przeciwdziałanie dyskryminacji. Skala społecznej destrukcji, jaką te fale wyzwolonej seksualności przyniosły, jest ogromna – rozbite rodziny, aborcje, coraz mniej dzieci, dodatkowo z rosnącą liczbą zaburzeń, a coraz więcej samotnych starców. Niestety społeczeństwa zachodnie nie potrafią połączyć skutków, które obserwują z rosnącym przerażeniem, z właściwymi przyczynami tego stanu. Bardzo chciałabym, aby Polacy okazali się mądrzejsi.

Jaka jest rola szkoły, a jaka rola rodziców w zakresie wychowania seksualnego?

W zgodnie z prawem naturalnym, Konstytucją RP i innymi międzynarodowymi aktami prawnymi rodzice są pierwszymi wychowawcami swoich dzieci i ich prawa są niezbywalne, a rola niezastąpiona. Szkoła ma zadanie wspierania rodziców w procesie wychowania w zgodzie z wartościami, które dzieci wynoszą z domu rodzinnego. Niestety mamy dzisiaj do czynienia w znacznym stopniu z rozpadem wartości w społeczeństwie, co bardzo destrukcyjnie wpływa na naszą wspólnotę narodową. W jednej klasie mogą się spotkać rodzice, dla których uczenie dzieci postaw patriotycznych jest ważne lub takich, których to drażni i jest wyrazem zaściankowości. W zakresie wychowania seksualnego występuje podobny rozdźwięk, gdzie postawy permisywne i liberalne wynikają zazwyczaj z braku uporządkowania sfery seksualności, która wprost przekłada się kształt życia rodzinnego. Wpływ na takie postawy wywierają dzisiaj nie tylko treści popkultury, wszechdostępna pornografia i wieki przemysł antykoncepcyjno- aborcyjny, ale także państwowe instruktaże seksualizacji dzieci w krajach Zachodu, które pisane są pod dyktando aktywistów LGBT i przenikają już od ponad 10 lat do naszego kraju. W Polsce mamy od 20 lat przedmiot „Wychowanie do życia w rodzinie”, który został opracowany jako niezależny od wpływów jakichkolwiek aktywistów seksualnych. Wskazuje na rodziców jako na autorytety, przekazuje postawę pro-life i przedstawia zdroworozsądkowe argumenty za abstynencja seksualną do okresu dorosłości, a najlepiej do czasu zawarcia małżeństwa. Stanowi zatem niewątpliwe wsparcie dla rodziców, jeśli tylko znajduje się w rękach mądrego nauczyciela. Nasze stowarzyszenie ostrzega polskich rodziców przed grupami seksedukatorów, wchodzących pod różnymi pretekstami do szkół, a także przed szkoleniami genderowymi, oferowanymi nauczycielom pod różnymi nazwami najczęściej nieodpłatnie. Po takich szkoleniach lekcje prorodzinne mogą się zamienić propagandę pro-gejowską, na którą nasze dzieci nie mają antidotum. Bardzo ważne jest żeby rodzice rozmawiali dużo z dziećmi i pilnowali tego, jakie treści docierają do dzieci nie tylko w szkole, a także przez wszechobecne komórki. Muszę powiedzieć jako mama, że zapanowanie nad tym jest dzisiaj niezwykle trudne.

W jaki sposób można chronić dzieci przed „seksualizacją” w szkołach?

Potrzebujemy świadomych i odważnych rodziców, którzy będą egzekwować swoje prawa. Niestety do tej pory MEN pozostawało głuche na nasze doniesienia o wchodzeniu do szkół seksedukatorów instruowanych na Zachodzie pod dyktando LGBT. Rodzice z różnych stron kraju informują nas coraz częściej o takich zajęciach. Zawsze przypominamy, że trzeba uczestniczyć w spotkaniach trójek klasowych i rad rodziców i zaznaczać nauczycielom swoje zdanie. Rodzic ma prawo do wglądu w scenariusze zajęć dodatkowych i we wszystkie materiały. Każda szkoła ma obowiązek wspólnie z radą rodziców na początku roku szkolnego uchwalić program profilaktyczno- wychowawczy i tam powinien się znaleźć zapis na temat tego, jakie dodatkowe zajęcia będą realizowane w danym roku i przy udziale jakich organizacji. Niestety do dyrekcji często zgłaszają się organizacje, które przedstawiają piękny program profilaktyczny dla młodzieży o uczeniu asertywności, tolerancji, przeciwdziałaniu przemocy, natomiast później okazuje się, że kiedy zajrzymy na stronę tej organizacji, że uczy ona młodzież manipulacyjnie wykreowanych tzw. praw seksualnych i pokrętnie zachęca do podejmowania kontaktów seksualnych. Na naszej stronie stop-seksualizacji.pl zamieściliśmy kilka dni temu List Otwarty do MEN i Prokuratora Generalnego i Rzecznika Praw Dziecka wnioskując o podjęcie działań wobec Standardów WHO, które zachęcają do łamania artykułów z Kodeksu Karnego. Apelujemy o podpisywanie go, aby debata publiczna, która teraz rozgorzała wokół standardów WHO zakończyła się jednoznacznym zakazem naszych władz wobec wchodzenia podejrzanych organizacji do szkół, bez względu na to do jakich pięknych słów i manipulacji będą się uciekać.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież nie spotka się z migrantami

2019-03-20 20:07

vaticannews / Tanger (KAI)

Relacje między katolikami i muzułmanami w Maroku są bardzo dobre. Kraj ten jest tradycyjnie tolerancyjny dla mniejszości. Co więcej spotykam się tu z większym szacunkiem i otwarciem niż na przykład w Hiszpanii – powiedział arcybiskup Tangeru Santiago Agrelo Martinez na 10 dni przed papieską podróżą do tego kraju.

Wojciech Łączyński

Ten hiszpański biskup misyjny pełni swoją funkcję od 11 lat. Zapewnia, że współpraca z muzułmanami układa mu się dobrze i stale się rozwija. To nie ona będzie więc głównym tematem tej podróży, choć, jak zaznaczył, zarówno w świecie chrześcijańskim, jak i muzułmańskim trzeba wyciszać wzajemne resentymenty, bo to może prowadzić tylko do złego.

Głównym problemem Kościoła w Maroku są obecnie migranci. Bardzo często znaleźli się oni w ślepym zaułku: ani nie mogą przedostać się do Europy, ani nie mogą wrócić do domu. Mówi abp Martinez.

"Tym, co najbardziej leży mi na sercu, jest więc nie tyle relacja ze światem muzułmańskim, co sytuacja migrantów. Tu napotykamy najwięcej trudności. Ci młodzi ludzie, zarówno tu w Maroku, jak i w Libii, znajdują się w bardzo trudnej sytuacji. Nie mają żadnej przyszłości. Wszystkie drogi są dla nich zamknięte. Polityka zamyka im drogę. Mam nadzieję, że Papież zajmie się tym problemem. Ci młodzi ludzie mają wielkie oczekiwania względem wizyty Ojca Świętego w Maroku. Oni sami nie będą mogli się spotkać z Franciszkiem, bo nie mają dokumentów, nie mają zameldowania. Nie będą mogli być blisko Papieża, ale mam nadzieję, że Papież będzie blisko nich i że oni to poczują – powiedział Radiu Watykańskiemu abp Martinez.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem