Reklama

Młodzi dla środowiska

Zaangażowani w misje

2018-10-16 11:31

Ewa Rowicka
Edycja podlaska 42/2018, str. IV

Archiwum Ewy Rowickiej
Pielgrzymka Koła Misyjnego do Niepokalanowa

Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt 28, 19). Tydzień Misyjny, który w tym roku przeżywamy pod hasłem: „Pełni Ducha i posłani” to czas uświadomienia sobie, że Duch Święty posyła nas do włączania się w misję Kościoła. Myślę, że jest to też dobry czas, by podzielić się z czytelnikami „Niedzieli” tym, co mogą zrobić na rzecz misji dzieci.

Jak to się zaczęło?

Pracuję jako katechetka w Szkole Podstawowej w Sadownem. Początki naszego zaangażowania misyjnego sięgają 1 czerwca 2000 r. W tym dniu na Jasnej Górze odbywał się III Krajowy Kongres Misyjny Dzieci. Na te jubileuszowe uroczystości z naszej parafii udała się 45-osobowa grupa dzieci. O kongresie dowiedzieliśmy się od ks. Zbigniewa Grabowskiego, który był wtedy dyrektorem do spraw misji w diecezji drohiczyńskiej. W zorganizowaniu wyjazdu pomógł nam ówczesny proboszcz ks. Marian Zbieć. Z kongresu wróciliśmy bardzo zadowoleni i napełnieni duchem misyjnym. Również za namową ks. Grabowskiego wzięłam udział w Szkole Animatorów Misyjnych zorganizowanej w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie. Dzięki tym spotkaniom zgłębiłam swoją wiedzę na temat misji i dowiedziałam się, co mogą zrobić dzieci, które katechizuję, dla dzieci z krajów misyjnych.

Duchowa pomoc misjom

Ważnym sposobem pomocy dzieciom z krajów misyjnych jest modlitwa. Każda klasa w naszej szkole ma swój różaniec misyjny. Ten różaniec codziennie do domu zabiera inne dziecko, by tam wspólnie z rodziną pomodlić się za dzieci z jakiegoś kontynentu. Na gazetce ściennej mamy wywieszone papieskie intencje misyjne na każdy miesiąc. W październiku aktywnie włączamy się w modlitwę różańcową. Przygotowujemy rozważania misyjne i modlimy się za misjonarzy i za tych, wśród których pracują i głoszą Dobrą Nowinę. W okresie Wielkiego Postu przygotowujemy rozważania i prowadzimy misyjną drogę krzyżową. Dzieci spotykają się też ze mną w szkole, bo żeby nieść pomoc, to najpierw trzeba wiedzieć, kto i jakiej pomocy potrzebuje. Dlatego na naszych spotkaniach formacyjnych czytamy czasopismo „Świat Misyjny”, a także oglądamy prezentacje i filmy. Czytamy również Pismo Święte i śpiewamy piosenki misyjne. Przygotowujemy oprawę liturgiczną niedzielnej Mszy św. z udziałem dzieci. O misjach pamiętamy w naszych codziennych osobistych modlitwach. Ofiarujemy też w intencji misji swoje cierpienia, smutki, wyrzeczenia, dobre uczynki i radości. Ważną rzeczą jest pomagać misjom, ale żeby nasz zapał misyjny nie ostygł, musimy ubogacać swoją wiarę. Do pracy nad sobą mamy indeksy z różnymi zadaniami i sprawnościami do zdobycia na każdy rok. Bierzemy też udział w pielgrzymkach do różnych sanktuariów i innych ważnych miejsc, żeby się duchowo ubogacać. Byliśmy już w takich miejscach jak: Kodeń, Leśna Podlaska, Budziszyn, Mokobody, Siedlce, Treblinka, Zuzela, Ostrożany, Drohiczyn, Serpelice, Święta Woda, Gietrzwałd, Święta Lipka, Niepokalanów. Zwiedziliśmy także Salezjańskie Muzeum Misyjne i gościliśmy w siedzibie Papieskich Dzieł Misyjnych w Warszawie. Ważnym wydarzeniem dla nas był udział w Kongresach Misyjnych Dzieci i tych krajowych, ale przede wszystkim diecezjalnych. Tam mieliśmy możliwość spotkania się z dziećmi z innych szkół i parafii, podzielić się doświadczeniami, a także spotkać się z misjonarzami z różnych kontynentów.

Reklama

Materialna pomoc misjom

Oprócz takiej pomocy duchowej staramy się również pomagać dzieciom z krajów misyjnych materialnie. Dzieci pierwszokomunijne składają do specjalnych misyjnych kopert ofiarę dla swoich rówieśników. Również na katechezach mają możliwość raz w tygodniu do misyjnej skarbonki wrzucić ze swojego kieszonkowego przynajmniej równowartość cukierka. Zorganizowaliśmy również kilka loterii fantowych. Pieniądze ze sprzedaży fantów przesłaliśmy do Centrali Papieskiego Dzieła Misyjnego Dzieci. W tym roku już po raz 18. włączymy się w Ogólnopolską Akcję Kolędników Misyjnych. Najpierw poznajemy sytuację dzieci w danym kraju, dla którego przeznaczone są ofiary z misyjnego kolędowania. Następnie dzieci są dzielone na kilkuosobowe grupy, mają przydzieloną trasę, otrzymują scenariusz scenki, którą będą przedstawiać w domach naszych parafian. Uczą się swoich ról, spotykają się na próbach, ćwiczą śpiew kolęd, z pomocą dorosłych opiekunów przygotowują stroje kolędnicze, skarbonkę misyjną i gwiazdę. W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia kolędnicy podczas Mszy św. włączają się w modlitwę powszechną i procesję z darami. Na koniec odbywa się uroczyste rozesłanie ze specjalnym błogosławieństwem. Kolędnicy są przyjmowani ciepło i serdecznie. Parafianie nie tylko składają ofiarę dla dzieci z konkretnego kraju misyjnego, ale też śpiewają razem kolędy i obdarowują dzieci słodyczami. Zakończenie i podsumowanie tej misyjnej akcji odbywa się w uroczystość Objawienia Pańskiego. Dzieci w kolędniczych strojach czynnie biorą udział w Eucharystii. W procesji z darami składają na ołtarzu skarbonki z zebranymi ofiarami. W modlitwie powszechnej pamiętają nie tylko o swoich rówieśnikach, ale też o tych, którzy otwierali drzwi swoich domów i serc. Nasze przygotowania, trud, poświęcenie mobilizują także dorosłych do poważnego zaangażowania się w pomoc najbiedniejszym dzieciom. Przez nasze misyjne kolędowanie dzielimy się radością Bożego Narodzenia oraz pobudzamy serca ludzi, naszych parafian, na potrzeby dzieci z krajów misyjnych.

Ważne wydarzenia

15 grudnia 2008 r. byliśmy uczestnikami konferencji prasowej „Kolędnicy Misyjni dzieciom w Papui Nowej Gwinei” zorganizowanej przez Biuro Prasowe Konferencji Episkopatu Polski i Sekretariat Papieskiego Dzieła Misyjnego Dzieci w Polsce. Konferencję prowadził ks. Józef Kloch. Po zakończeniu konferencji, podczas której dzieci przedstawiły scenkę kolędniczą, również chętnie odpowiadały na pytania dziennikarzy, dzieląc się swoimi przeżyciami związanymi z kolędowaniem na rzecz misji.

21 listopada 2009 r. do naszej szkoły przyjechała s. Iwona Glista, która od wielu lat na prośbę PDMD nagrywa audycje o misjach dla Radia Maryja. Nagraliśmy dwie audycje. Pierwsza o naszym ognisku misyjnym, a druga dotyczyła akcji kolędników misyjnych.

Dziękuję ks. Zbigniewowi Grabowskiemu za „zarażenie” mnie duchem misyjnym, a także księżom proboszczom i wikariuszom pracującym w parafii Sadowne od 2000 r. za życzliwe spojrzenie na nasze misyjne zaangażowanie i modlitewne wsparcie. Chciałabym również zachęcić innych do tego, aby byli gotowi poświęcić swój czas i pomysły, by pomagać najbardziej potrzebującym. Wspierajmy również naszymi modlitwami misjonarzy i misjonarki pracujących na różnych kontynentach. Niech zachętą dla dzieci do zaangażowania się w pomoc misjom będą słowa Jana Pawła II: „Jakby to było pięknie, gdyby wszystkie polskie dzieci włączyły się w dzieło niesienia pomocy misjom i aby wśród dzieci rozpowszechnił się zwyczaj modlitwy i codziennego ofiarowania życia za misje”.

Tagi:
Tydzień Misyjny

Z Różańcem za pan brat

2018-11-07 08:52

Ewa Biedroń
Edycja małopolska 45/2018, str. IV

Kiedy w Bobowej wspominamy życie i powołanie ks. Jana Czuby, dziękujemy Bogu, że przez to dzieło tak wiele dobra powstało w diecezji tarnowskiej i w Kongo

Ewa Biedroń
Uczestnicy spotkania misyjnego polecają modlitwę różańcową każdemu

Modląc się na różańcu, wypraszają wiele łask dla siebie, ale także dla Kościoła i misji. Osoby tworzące róże różańcowe spotkały się 27 października w Bobowej. Data nie była przypadkowa. W tym dniu przypadła 20. rocznica męczeńskiej śmierci tarnowskiego misjonarza, ks. Jana Czuby.

Zapałki diecezji

Na misyjne wydarzenie przyjechało prawie półtora tysiąca osób z całej diecezji tarnowskiej. – Kilkanaście lat należę do róż. Lubię tę formę modlitwy i każdemu polecam – mówi pani Roma z Nowego Sącza. Pan Władysław z Dębicy też chętnie przyjeżdża na takie zjazdy. Opowiada: – Zawsze z Różańcem byłem za pan brat. Od kilku lat należę do róż różańcowych. Spotykamy się z misjonarzami, jeździmy na rekolekcje...

Proboszcz parafii w Bobowej, ks. Marian Chełmecki przypomina, że Paulina Jaricot, tworząc w 1822 r. Dzieło Rozkrzewiania Wiary, stworzyła wielkie zaplecze modlitewne w postaci róż Żywego Różańca. Podkreśla: – Zapragnęła uczynić Różaniec modlitwą wszystkich i otoczyć nią cały świat. Sama uważała się za pierwszą zapałkę, którą Bóg się posłużył, by rozpalić wielki ogień. Posługując się tym obrazem, można powiedzieć, że w Bobowej spotykają się „zapałki” diecezji tarnowskiej, by podtrzymywać ogień modlitwy za misje.

Dobrze go pamiętają

Dlaczego spotkanie odbyło się w Bobowej? Jest to jedyna parafia, w której tarnowski misjonarz ks. Jan Czuba spędził pierwsze cztery lata swego kapłaństwa. Był tam wikariuszem w latach 1984-88. Mieszkańcy dobrze go pamiętają. – To był wspaniały, dobry człowiek, oddany młodzieży, często zabierał młodych w góry – opowiadają. 20 lat temu duchowny został zamordowany w Loulombo w Republice Konga. Grupa rebeliancka, która wówczas wtargnęła na teren misji, zażądała od ks. Jana Czuby broni, ponieważ był on zaangażowany w proces rozbrojenia. Kapłan powiedział, że jej nie ma. Wtedy jeden z napastników oddał dwa strzały w kierunku misjonarza.

Na zakończenie Tygodnia Misyjnego w Szkole Podstawowej w Bobowej wspominano życie misjonarza i jego męczeństwo. Maria Tajak, koordynatorka Róż Żywego Różańca w bobowskiej parafii, wspomina: – Ks. Jan Czuba ochrzcił moją córkę. Był dobrym człowiekiem. Kiedy nas odwiedzał, będąc na misjach, bardzo cieszył się z tego, że spełniło się jego marzenie o wyjeździe do Afryki. I wyznaje: – Modlę się za jego wstawiennictwem, odmawiając specjalną litanię. Doświadczam mocy tej modlitwy, bo jedna z bliskich mi osób czuje się już lepiej. Jak wyjaśnia, w Bobowej istnieje dwadzieścia róż, do których należy czterysta osób. Prowadzą one modlitwę różańcową w kościele i organizują składki.

Podczas spotkania misyjnego róż różańcowych Mszy św. w gościnnej szkole w Bobowej przewodniczył były misjonarz, bp Leszek Leszkiewicz, który mówił: – Kiedy w Bobowej wspominamy życie i powołanie ks. Jana, dziękujemy Bogu za to, że przez to dzieło tak wiele dobra powstało w diecezji tarnowskiej i w Kongo. Dziękujemy Bogu, że Kościół może się cieszyć, iż miał takiego syna. Ks. Jan chciałby, żebyśmy zastanowili się nad tym, co składa się na nasze życie.

Realizują się w parafii

W homilii hierarcha pytał: – Czy kochasz Kościół, swoją parafię, sąsiadów? Co mnie łączy z parafią, co parafia ma z mojej obecności w niej? I nauczał: – Jak będziemy wzruszać ramionami i oglądać się na siebie, to zostaniemy skansenem. Niech to spotkanie, któremu patronuje ks. Jan, obudzi w nas miłość do Kościoła. I przekonywał: – Kościół będzie piękny, jeśli my w nim podejmiemy te powołania, którymi Jezus nas obdarzył. Nie jesteś bezużyteczny. Jezus dał ci powołanie i w sposób najpiękniejszy powinno ono realizować się w twojej parafii.

Uczestnicy spotkania zobaczyli także specjalną wystawę-montaż pt. „Ks. Jan Czuba w świadectwach” i spektakl „Ks. Jan Czuba – męczennik, za wiarę i pokój”. Była też modlitwa różańcowa w intencji dzieł misyjnych. Róże angażują się na rzecz misji również w formie pomocy materialnej, składając tradycyjnie co miesiąc symboliczne ofiary wartości jednej „bułki”, czyli złotówki. Te bułki tworzą „stosy chleba” i przyjmują wielką wartość. W 2017 r. ofiary złożono w ok. 150 parafiach, a ich suma wyniosła ponad 350 tys. zł!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Zmarł 21 lat po swojej aborcji

2019-01-12 18:58

Artur Stelmasiak

Twitter.com

Kilka dni temu, po krótkiej i niespodziewanej chorobie płuc, zmarł Tim Guido. Znany był jako „Baby z Oldenburga”. O dziecku z Zespołem Downa zrobiło się głośno w 1997 roku, gdy przeżył swoją aborcję.

Chłopiec "urodził się" 6 lipca 1997 roku w wyniku wywołania poronienia. Była to późna aborcja po 6 miesiącu życia, czyli taka, którą stosuje się obecnie także w Polsce. Powodem zabicia dziecka było wykrycie choroby Zespołu Downa, którą zdiagnozowano w 25 tygodniu prenatalnego życia. Okazało się jednak, że wbrew woli rodziców i lekarzy dziecko po poronieniu nie chciało umrzeć. - Takie same historie znamy z polskich szpitali. Do naszej fundacji docierają pojedyncze przypadki, ale nie wiemy jaka skala żywych urodzeń po aborcji jest w naszym kraju - mówi "Niedzieli" Kaja Godek z fundacji Życie i Rodzina. - Statystyki z innych krajów pokazują, że żywych urodzeń w wyniku aborcji eugenicznych jest od kilkunastu do kilkudziesięciu procent. Przecież polskie dzieci nie różnią się od zagranicznych, czyli mamy prawo twierdzić, że u nas skala żywych urodzeń jest podobna.

Tim Ważył 690 gramów i miał 32 cm długości. Przez pierwsze dziewięć godzin leżał zawinięty w ręcznik bez żadnej opieki medycznej. Temperatura jego ciała spadła do 28 stopni Celsjusza. Pozostawiony sam sobie, walczył o życie. Dopiero po dziewięciu godzinach personel medyczny szpitala zaczął udzielać mu pomocy.

Lekarze nie dawali mu szans. Mówili, że jego śmierć jest kwestią miesięcy. Jego organizm był wycieńczony przez proces aborcyjny, nie wykształciły się w pełni jego płuca, miał zniekształcone stopy. Lekarze z kliniki, do której został przetransportowany po nieudanej aborcji, wymienili kilkanaście poważnych uszkodzeń ciała niemowlęcia.

Tim bardzo szybko został adoptowany przez małżeństwo Bernarda i Simone Guido, które miało dwóch biologicznych synów, a potem - prócz Tima - przygarnęło jeszcze dwie dziewczynki z zespołem Downa. Troskliwie opiekowali się chłopcem i bardzo dbali o jego terapię, bo dzięki "nie udanej" aborcji Tim oprócz Zespołu Downa miał autyzm, uszkodzony wzrok i bardzo słabe płuca. I właśnie ta ostatnia dolegliwość okazała się dla niego śmiertelna 4 stycznia 2019 r. - Można powiedzieć, że była to aborcja z opóźnionym zapłonem. Gdyby Tim urodził się naturalnie w 9 miesiącu to dziś pewnie by żył i cieszył się o wiele lepszym zdrowiem - podkreśla Kaja Godek, która również wychowuje synka z Zespołem Downa.

Po latach terapii, licznych operacji i zabiegów Tim zaczął chodzić, grać w piłkę i wygłupiać się ze swoim rodzeństwem. Jego sprawność była już na tyle duża, że coraz częściej rodzina myślała o znalezieniu dla Tima pracy. - Gdy podejmowano decyzję o zabiciu dziecka nikt nie przepuszczał, że tak szybko znajdzie sie rodzina, która otoczy go miłością. Jego przykład dobitnie pokazuje, że nie ma sytuacji, które są beznadziejne. Tim był szczęśliwym i uśmiechniętym człowiekiem, którego miłością otoczyła rodzina. A nam wmawia się, że takie dzieci trzeba zabić - mówi Kaja Godek.

Tim świętował z rodziną Boże Narodzenie i Sylwestra bez znaku na zbliżającą się śmierć. - Mieliśmy bardzo miłe święta - mówi Simone Guido w rozmowie z portalem www.ndr.de. Przybrana matka tłumaczy, że płuca chłopca zostały uszkodzone z powodu wczesnego porodu. Dlatego w miesiącach zimowych często miał infekcje. Tegoroczna infekcja okazała się śmiertelna.  - Jesteśmy bardzo smutni i jeszcze nie wiemy, jak poradzić sobie z utratą naszego wyjątkowego radosnego syna - dodaje Bernard Guido. 

O sprawie Tima w niemieckich i światowych mediach zrobiło się głośno nie dlatego, że przeżył aborcję i lekarze nie pomagali mu w pierwszych godzinach życia, ale z zupełnie innego powodu. Kilka miesięcy później biologiczni rodzice Tima postanowili oskarżyć szpital o to, że ich syn przeżył aborcje. Domagali się wysokiego odszkodowania.

Według prezesa niemieckiego Towarzystwa Ginekologicznego i Położniczego, profesora Dietricha Berga, każdego roku ponad 100 dzieci w Niemczech przeżywa aborcję. W 2003 roku lekarz, który nie pomógł Timowi, został ukarany grzywną w wysokości 13 000 euro, ale nie za dokonanie późnej aborcji, a za brak opieki nad żywym noworodkiem. Tragedia syndromu postaborcyjnego dotknęła również biologiczną matkę Tima. Kobieta po nieudanej psychoterapii popełniła samobójstwo.

Przybrani rodzice Tima na jego 18. urodziny napisali książkę „Tim żyje!”, zabierając głos w kampanii przeciwko aborcji. Książka ta jest dostępna także w języku polskim, bo została wydana nakładem Edycji Świętego Pawła. - Ta Historia pokazuje, jaka jest okrutna prawda o aborcji. Aborcja nie jest żadnym dobrodziejstwem dla dzieci i kobiet. Nigdy nie znamy przyszłości i nie możemy wyrokować, czy dziecko będzie szczęśliwe, czy nie - podkreśla Kaja Godek, pełnomocnik inicjatywy ustawodawczej Zatrzymaj Aborcję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież zachęca żydów i chrześcijan do zgłębiania Słowa Bożego

2019-01-16 17:06

vaticannews / Watykan (KAI)

Chrześcijanie i żydzi powinni pomagać sobie nawzajem w zgłębianiu bogactwa Słowa Bożego. Zwraca na to uwagę Papież Franciszek we wprowadzeniu do włoskiej książki pod tytułem „La Bibbia dell’Amicizia – Biblia przyjaźni”. Zawiera ona fragmenty Pięcioksięgu z komentarzem żydów i chrześcijan.

Grzegorz Gałązka

W pierwszych słowach wprowadzenia Franciszek wyraża przekonanie, że mamy za sobą dziewiętnaście wieków chrześcijańskiego antyjudaizmu i zaledwie kilkadziesiąt lat dialogu. „Jednakże w ostatnim czasie dużo się zmieniło, a inne zmiany jeszcze się dokonują. Trzeba pracować z większą intensywnością, by prosić o przebaczenie i naprawić szkody wyrządzone przez nieporozumienia”.

Franciszek podkreśla, że obie religie powinny się dzielić z ludzkością swoimi wartościami, tradycjami i wielkimi ideami. Zaznacza, że najlepszą formą dialogu nie są dyskusje, lecz zgodna realizacja różnych projektów.

Odnosząc się natomiast konkretnie do wspólnej lektury Biblii żydowskiej, czyli Starego Testamentu, Papież stwierdza, że jej celem musi być dawanie świadectwa o miłości Boga, który jest ojcem całego świata. Ani żyd, ani chrześcijanin nie ma wątpliwości, że w miłości do Boga i bliźniego zawarte są wszystkie przykazania. Żydzi i chrześcijanie muszą więc czuć się braćmi i siostrami, zjednoczonymi przez tego samego Boga i wspólne bogate dziedzictwo duchowe, na którym trzeba się oprzeć i nadal budować przyszłość – pisze Ojciec Święty. Podkreśla on zarazem, jak istotne jest dla chrześcijan odkrywanie tradycji żydowskiej, aby lepiej zrozumieć samych siebie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem