Reklama

30 lat Karmelu w Bielsku Podlaskim

2018-09-25 11:55

Siostry Karmelitanki Dzieciątka Jezus
Edycja podlaska 39/2018, str. VI


Podczas uroczystości jubileuszowych

W tym roku Siostry Karmelitanki Dzieciątka Jezus obchodzą 30-lecie swojego pobytu w parafii Matki Bożej z Góry Karmel w Bielsku Podlaskim. Również przypadające 1 października wspomnienie św. Teresy od Dzieciątka Jezus jest dobrą okazją, aby zaprezentować krótki rys historyczny dotyczący obecności sióstr

Rys historyczny

W liście Wikariusza Generalnego Kurii Diecezjalnej w Drohiczynie z 11 lipca 1988 r. do Matki Generalnej Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus s. M. Assumpty Stanek czytamy: „W odpowiedzi na pismo z dnia 21 czerwca br. w imieniu Ks. Biskupa Władysława Jędruszuka Administratora Apostolskiego Diecezji w Drohiczynie nad Bugiem, zezwalam na założenie domu zakonnego i zamieszkanie Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus w domu parafialnym stanowiącym własność parafii rzymskokatolickiej pw. Matki Bożej z Góry Karmel w Bielsku Podlaskim przy ulicy Mickiewicza 61, oraz na podjęcie pracy i włączenie się w działalność duszpasterską tejże parafii. (…) Wyrażam nadzieję, że nowy dom zakonny Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus, w oparciu o tradycję karmelitów trzewiczkowych, którzy ongiś przy kościele Matki Bożej z Góry Karmel pracowali, swoją modlitwą, duchem zakonnym i ofiarną pracą na polu katechizacji, muzyki i śpiewu kościelnego, oraz posługi przy kościele parafialnym, wpisze się złotymi zgłoskami w teraźniejszość i przyszłość parafii Matki Bożej z Góry Karmel”.

I tak 18 lipca 1988 r. na prośbę pierwszego miejscowego proboszcza ks. Wojciecha Wasaka do Bielska przybyły pierwsze siostry karmelitanki Dzieciątka Jezus w składzie: s. Elżbieta Kuncewicz, s. Bogna Szkodzińska, s. Anzelma Kilnar, s. Noemi Tomczyk. Siostry podjęły posługę w katechezie, zakrystii i pracy organistowskiej. Zamieszkały w budynku parafialnym zbudowanym w latach 1984-88, służącym także do działalności katechetyczno-ewangelizacyjnej. 5 października 1988 r. bp Władysław Jędruszuk, poświęcił dom w obecności licznie zgromadzonych parafian, duchowieństwa diecezjalnego i sióstr z Siemiatycz. 3 grudnia siostry otrzymały pozwolenie na utworzenie w domu kaplicy zakonnej, gdzie 13 grudnia ks. Jarosław Kuźmicki, wikariusz parafii, odprawił pierwszą Mszę św. Kaplica otrzymała tytulację Matki Bożej Miłosierdzia.

Siostry łączyły się z parafianami w przeżywaniu świąt i uroczystości kościelnych i patriotycznych, m.in. pielgrzymek papieskich, 18 września 2003 r. peregrynacji obrazu Jezusa Miłosiernego, 2-3 sierpnia 2005 r. peregrynacji relikwii św. Teresy od Dzieciątka Jezus, która jest główną patronką Zgromadzenia, 13 czerwca 2013 r. peregrynacji figury Matki Bożej z Nazaretu. Przez wszystkie lata posługi w parafii siostry zawsze spotykały się z wielką życzliwością ze strony kapłanów posługujących w parafii i ludzi, z którymi spotykały się w życiu codziennym i podczas pełnionych obowiązków.

Reklama

Życie sióstr

Nasza placówka w Bielsku Podlaskim istnieje od sierpnia 2002 r. i należy do prowincji łódzkiej naszego Zgromadzenia, obejmującej domy w północnej części Polski. Wspólnotę naszego domu tworzą cztery siostry: każda z nas pochodzi z innej miejscowości, ukończyła inną szkołę, jest inaczej obdarowana, jednak jest wiele rzeczy, które nas łączą:

• powołanie – niezasłużony dar i łaska, otrzymane z niezmierzonej miłości i miłosierdzia Bożego;

• życie wspólnotowe – przejawiające się przede wszystkim na trzech płaszczyznach: na wspólnych modlitwach, posiłkach i spędzaniu czasu na odpoczynku;

• modlitwa – jest naszym pierwszym i podstawowym obowiązkiem, który wyznacza rytm naszego dnia. Każdego dnia spotykamy się rano, w południe i wieczorem w naszej domowej kaplicy na wspólnotowej modlitwie brewiarzowej, rozważaniu Słowa Bożego i modlitwie różańcowej;

• praca – posługujemy w parafii, jako zakrystianka i organistka oraz katechetka, wykonujemy codzienne obowiązki domowe;

• szkoła – wpatrzone w jedynego i najlepszego Nauczyciela – Jezusa Chrystusa i Jego Matkę, kształtujemy swoje życie czerpiąc wzorce z Ewangelii i Eucharystii;

• strój zakonny – otrzymujemy w dniu złożenia pierwszej profesji zakonnej i jest on znakiem poświęcenia na służbę Bogu i świadectwem ubóstwa. Składa się on z długiego brązowego habitu, przepasanego brązowym skórzanym pasem z różańcem z lewej strony, brązowego szkaplerza, krzyżyka profesyjnego umieszczonego pod szkaplerzem, białej toki na głowie i czarnego welonu, uroczystego białego płaszcza i brązowego używanego poza domem.

Nasza zakonna kaplica pw. Matki Bożej Ostrobramskiej przy ul. Mickiewicza 61a jest zawsze otwarta dla tych, którzy szukają chwili ciszy i wytchnienia przed Najświętszym Sakramentem. W każdy piątek (roku szkolnego), o godz.19.00 zapraszamy również na adorację Najświętszego Sakramentu. Więcej informacji o naszym zgromadzeniu można znaleźć na stronie: www.karmel.pl .

Duchowość

Duchowość karmelitańska w swej najgłębszej istocie opiera się na Ewangelii i posiada trzy istotne elementy; łączność z Bogiem przez: modlitwę, Maryję, drugiego człowieka. W Karmelu, u podstaw modlitwy wewnętrznej tkwi przekonanie o nieustannej obecności Boga, nie tylko w Najświętszym Sakramencie, ale przede wszystkim w głębi ludzkiego serca. Jest to odkrywanie Boga w nas i nas w Bogu. Modlitwę wewnętrzną, osobistą i wspólnotową uznano za najistotniejszy element kształtujący osobę zakonną i jej podporządkowany jest cały styl życia, który cechują:

• życie w posłuszeństwie Jezusowi Chrystusowi oraz w duchu wiary uległość przełożonym, jak Chrystus, gdyż On przez nich kieruje człowiekiem;

• podjęcie pracy nad czystością serca i prawością sumienia wraz z całkowitym zawierzeniem Bogu;

• nieustanne rozważanie Słowa Bożego tak, by wszystko w życiu dokonywało się zgodnie ze Słowem Pańskim;

• codzienne gromadzenie się wokół Stołu Eucharystycznego oraz na wspólnej modlitwie;

• życie wiarą, nadzieją i miłością w codziennym życiu i wykonywaniu swoich obowiązków;

• troska o zbawienie bliźnich i o ich dobro duchowe;

• pielęgnowanie życia w samotności i milczeniu.

Celem życia karmelitańskiego jest zjednoczenie z Bogiem w miłości. Głównym zadaniem zakonu karmelitańskiego w Kościele jest głębokie życie modlitwy i apostolstwo Słowa Bożego.

Tagi:
karmelitanki

60 lat Sióstr Karmelitanek w Kielcach

2018-08-14 11:06

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 33/2018, str. I

TD
Eucharystia dziękczynna za 60 lat Karmelu w Kielcach

Żeński Karmel w Kielcach został ufundowany 16 lipca 1958 r. Karmelitanki zaprosił do Kielc bp Czesław Kaczmarek. Pięć mniszek przybyłych z Wrocławia do Kielc w połowie lipca dało przed 60 laty początek karmelitańskiej fundacji na ziemi świętokrzyskiej.

Do tych wydarzeń, ale przede wszystkim do charyzmatu i misji żeńskiego Karmelu, nawiązywał w homilii bp Jan Piotrowski, przewodnicząc uroczystej Eucharystii w kaplicy karmelitanek w Domu sióstr na kieleckim Baranówku.

Mszę św. Biskup Kielecki sprawował w asyście m.in. ojców karmelitów z sanktuarium w Piotrkowicach k. Chmielnika, księży z kieleckiej parafii Chrystusa Króla, na terenie której znajduje się klasztor karmelitański. Obecni byli członkowie Trzeciego Zakonu Karmelitańskiego, alumni oraz grupa osób z Kielc związana z duchowością Karmelu.

– Istotę każdego klasztoru zrozumiemy głębiej dzięki Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II, który przed laty mówił do sióstr klauzurowych: „W klasztorze wszystko jest skierowane na poszukiwanie Boga” – zauważył bp Piotrowski. Wspominał także przesłanie Prymasa Tysiąclecia dedykowane osiedlającym się w Kielcach karmelitankom: „Tak bardzo nam potrzeba Waszej cichej obecności w sercu Kościoła”.

– Kielecki Karmel od dziesiątków lat uczy nas, że konieczne jest poświęcenie czasu Bogu i tylko dla Niego. Dla św. Teresy z Avila modlitwa była głębokim nawiązaniem relacji z Bogiem – mówił Ksiądz Biskup. – Wasz czas nie przeminął, potrzebujemy waszej ewangelicznej czujności i ofiary czystych serc (…). Jesteście wciąż jak światło na górze, które daje nadzieję i miłość – stwierdził bp Jan Piotrowski.

Zakon karmelitański ma charakter klauzurowy. Sposobem kontaktu ze światem zewnętrznym pozostaje kaplica pw. Królowej Ozdoby Karmelu, z której mogą korzystać wszyscy chętni.

Mniszki dzielą swój czas między modlitwę i pracę. Wykonują wszystkie typowe zajęcia domowe i ogrodowe, zajmują się haftem i szyciem paramentów liturgicznych, malowaniem, pisaniem ikon (to właśnie autorskie ikony pięknie zdobią kielecką kaplicę), wykonywaniem drobnych dewocjonaliów i różańców.

Karmelitanki bose, pełna nazwa: Mniszki Bose Zakonu Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel, powstały w XVI wieku w wyniku reformy zakonu karmelitańskiego przeprowadzonej przez św. Teresę z Avila. Za datę powstania zakonu przyjmuje się dzień zamknięcia klauzury pierwszego klasztoru reformowanego św. Józefa w Avila 24 sierpnia 1562 r.

Do Polski karmelitanki bose przybyły z Belgii 26 maja 1612 r. i osiadły w Krakowie przy kościele św. Marcina (ul. Grodzka). Obecnie w Polsce istnieje 29 klasztorów karmelitanek bosych będących na terenie polskich Prowincji. W ostatnich latach powstały też polskie fundacje poza granicami kraju: na Islandii, w Norwegii, na Ukrainie, w Rosji, na Słowacji, w Karagandzie i Kazachstanie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Idę po śmierć, idę po życie

2018-11-28 11:01

Z ks. Piotrem Pawlukiewiczem – słynnym rekolekcjonistą, zmagającym się z ciężką chorobą – rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP
Niedziela Ogólnopolska 48/2018, str. 18-20

Ks. Piotr Pawlukiewicz to jeden z najbardziej znanych polskich rekolekcjonistów.
Na spotkania z nim przychodzą wielkie rzesze wiernych. Znany jest również z niedzielnych kazań podczas Mszy św. transmitowanej przez Polskie Radio. W wyjątkowym wywiadzie dla „Niedzieli” opowiada o swojej chorobie, o tym, jak przygotować się na śmierć, i dlaczego warto dążyć do świętości

youtube

KRZYSZTOF TADEJ: – „Wstań. Albo będziesz święty, albo będziesz nikim” – to tytuł najnowszej Księdza książki. Dlaczego tak wysoko stawia Ksiądz poprzeczkę? Nie lepiej powiedzieć: „Czyń więcej dobra” lub po prostu: „Bądź lepszy”?

KS. PIOTR PAWLUKIEWICZ: – Wysoko to nie znaczy ponad ludzkie możliwości. Co to znaczy być świętym? Jeśli ktoś myśli, że święty to ten, kto nie popełnia błędów, że to chodzący ideał, to rzeczywiście za wysoko stawiam poprzeczkę. Ona będzie nieosiągalna nawet dla papieża. Ale dla mnie święty to ten, kto dąży do świętości. Małymi krokami – dwa centymetry na godzinę, milimetr na rok. Idzie do świętości, a jak się cofnie, upadnie, zgrzeszy, to z pokorą podejmuje decyzję, żeby nadrobić stracony dystans. Wraca na poprzednią drogę, mozoli się, żeby osiągnąć łączność z Chrystusem.

– Czym zatem jest świętość?

– Świętość to wybór. Nieraz młodzież pyta: „Po co się spowiadać?”. „Po co się spowiadać, skoro i tak zgrzeszę, upadnę, zawiodę w różnych sytuacjach? Po co się spowiadać, skoro ciągle wracam do grzesznego życia?”. Zawsze odpowiadam: nasze decyzje dotyczą tego, na co mamy wpływ; tego, co możemy wybrać.

– Co dokładnie ma Ksiądz na myśli?

– Każdy z nas ma zaplanowany dzisiejszy wieczór i jutrzejszy dzień. Mniej więcej wiemy, co będziemy robili w tym dniu, czy coś dobrego, czy złego. Nikt nie wie, czy popełni zło np. w 2054 r. Nie wiemy, co będzie się działo w dalszej przyszłości. Odpowiadamy za to, nad czym mamy władzę. Jeśli ktoś pyta: „Po co się spowiadać, skoro znów zgrzeszę?”, to ja pytam, czy planuje grzech. Jeśli planuje, to rzeczywiście jest kiepsko. Jeśli natomiast w dniach, nad którymi mamy władzę, nie planujemy grzechu, to w tym momencie stajemy się święci. W pełnym znaczeniu tego słowa.

– Kiedyś, mówiąc o świętości, opowiadał Ksiądz o filmie, którego bohaterem był Gandhi...

– Jest w tym filmie scena, jak Hindusi idą do fabryki. Angielska policja wali ich pałkami po głowie. Potem stojące kobiety obmywają im rany, a oni na nowo ustawiają się w kolejkę i idą do fabryki. I znowu dostają w głowę, i znowu kobiety obmywają im rany, i tak w kółko. To jest symbol naszej drogi do nieba. Szatan daje nam po głowie, a Kościół robi opatrunek. Opatruje sakramentem, Eucharystią, miłością bliźniego. Potem szatan znowu daje nam po głowie i Kościół znowu nas leczy. Świętym nie jest ten, kto siedzi obok i krytykuje: „I co ci to da?”. Świętym jest ten, kto uporczywie zmierza do Pana Boga. Spójrzmy na Piotra. Dlaczego był święty? Przecież nic nie umiał, nic mu nie wyszło oprócz jednego. Oprócz wracania do Pana Boga. Wielu ludzi jest pysznych. Wstydzą się spowiedzi. Wychodzą na ring tylko wtedy, gdy wiedzą, że wygrają. A jeśli mają cień podejrzenia, że mogą przegrać, to nie podejmują w ogóle walki. Ja zachęcam do walki.

– Nieraz słyszymy, że człowiek, który grzeszy, nie będzie szczęśliwy. To dlaczego ludzie grzeszą?

– Bo to jest na początku bardzo atrakcyjne. Dlaczego jeszcze? Ludzie są pyszni, pokazują płytką dumę, nieraz pokazują, „kim to ja nie jestem”. I wadzą się z samym Bogiem. Kiedyś zapytano żebraka przed katedrą w Warszawie, ile dziennie zarabia. Odpowiedział, że w niedzielę do dwustu złotych. Pytający był zdumiony: „Jak to?! Pan tak sobie tylko siedzi i zarabia aż dwieście złotych? To przecież niesamowite!”. Żebrak odpowiedział krótko: „Bo ludzie są głupie!”. No i my grzeszymy dlatego, że też jesteśmy „głupie”. Wydaje nam się, że obietnica diabła to jakaś superoferta, coś nadzwyczajnego. A kończy się jak zwykle: płaczem, łzami, wyrzutami sumienia i uświadomieniem sobie własnej głupoty.

– W najnowszej książce pisze Ksiądz, że wiele osób jest niezadowolonych. I dzieje się tak bez względu na to, co mają i czym się zajmują. Ciągle coś nam przeszkadza. To jak znaleźć szczęście? Zaakceptować życie takie, jakie jest? Jeśli np. widzimy coś złego w Kościele, to mamy się nie odzywać, tylko kochać Kościół bez względu na to, co się w nim dzieje?

– Kiedy podczas rejsu ktoś nagle krzyknie, że w okręcie jest dziura, to raczej wszyscy rzucą się do roboty pod kierunkiem kapitana, żeby mieć szansę wyjść z tego cało. Mamy kochać Kościół takim, jaki jest. Nigdy nie był doskonały. Zawsze byli w nim grzesznicy, bo Kościół jest szpitalem. Człowiek, który grzeszy, jest w szpitalu. Jest chory i znajduje pomoc. Nieraz słyszę: „Tamten facet chodzi do kościoła, a przecież grzeszy. Wieczorami kłóci się z żoną”. Odpowiadam: „Ale jakby nie chodził do kościoła, to może by ją zabił?”. Ja, gdybym codziennie nie chodził do kościoła, na pewno byłbym gorszy, niż jestem, na pewno trochę bym rozrabiał. Kościół nas leczy. Pan Jezus jest ordynatorem, Matka Boża – pielęgniarką.

– Wróćmy do tych osób niezadowolonych z życia. Czy można znaleźć szczęście już teraz? W miejscu, w którym żyjemy, i w warunkach, w których się znajdujemy?

– Oczywiście. Kiedyś czytałem wspomnienia jednej z więźniarek z Ravensbrück. Napisała, że nigdzie nie spotkała tak wspaniałych ludzi jak tam – życzliwych, pomocnych, z otwartym sercem. Mówiła o swoich towarzyszkach, że to aniołowie chodzący po ziemi. Tam więźniarki pomagały sobie nawzajem. Gotowe były oddać za siebie życie. I chwaliły Boga za dobro, które przekazywał przez ich serca.

– Nie zawsze łatwo odnaleźć szczęście. Ktoś np. dowiaduje się, że jest chory na nowotwór, ma przerzuty i zostało mu kilka miesięcy życia. Jak ma odnaleźć szczęście?

– Wszystko zależy od tego, czy ta osoba jest przygotowana na śmierć. Każdy z nas ma się przygotowywać do tej chwili. Godzina śmierci jest najważniejsza, bo w niej dokonamy ostatecznego wyboru. Wybierzemy szczęście albo, nie daj Boże, piekło. Niektórzy pójdą do piekła z własnej chęci, z własnej woli na złość Panu Bogu. Tak Go nienawidzą. Nienawiść zatruwa człowieka. Człowiek nieraz z nienawiści potrafi cierpieć tylko po to, żeby innemu zadać ból.

– Wróćmy do człowieka, który się dowiedział, że ma nowotwór.

– Człowiek powinien być przygotowany, że może stać się inaczej, niż sobie tego życzymy. Gdy składamy życzenia, często słyszymy: „wszystkiego najlepszego”, „niech ci się wiedzie”, „powodzenia”, zdrówka, zdrówka, a przede wszystkim zdrówka”. Trzeba być przygotowanym, że może być inaczej, i życzyć ufności Chrystusowej. Kiedyś mój kolega ksiądz opowiadał, że w dzieciństwie, kiedy jechał rowerem, ciężarówka przycisnęła go do krawężnika. Przewrócił się z wielkim hukiem, rozbił kolano i zapłakany wrócił do domu. Mama spytała, o czym myślał, gdy ta ciężarówka na niego jechała. Była przekonana, że usłyszy o mamusi i tatusiu. Ale tak nie odpowiedział. To są chwile, kiedy trzeba myśleć o Bogu. Gdy spotyka nas takie nieszczęście jak nowotwór, myślmy o Bogu.

– Pojawiają się pytania: „Dlaczego ja? Skoro Bóg jest wszechmogący, może mi przecież pomóc; dlaczego nie pomaga?”. Czy są dobre odpowiedzi na takie pytania?

– Oczywiście, można znaleźć odpowiedź. Zależy to od konkretnej sytuacji. W niejednym domu nastąpiły zgoda, pojednanie, otwarcie oczu na coś, czego się wcześniej nie dostrzegało, tylko dlatego, że ktoś z pokorą przyjął śmierć. Takie osoby mogą zrobić dużo dobrego. Dostały oręż do czynienia dobra. A śmierć przecież i tak kiedyś nastąpi.

– Śmierć, która niczego nie kończy. Można powiedzieć: Idę po śmierć, czyli idę po życie?

– Życie się nie kończy, ale się zmienia. Idę po śmierć, idę po życie. Tak, to dobre określenie. Na pogrzebie mówi się o człowieku, który umarł. Ale przecież to my umieramy, a on żyje. Ilu rodziców, ojców, matek bierze dzisiaj Biblię do ręki i rozmawia z dzieckiem o zmartwychwstaniu? Posłużę się przykładem. Na dworcu kolejowym możemy zobaczyć tunel. Na peronie ptak dziobie okruszki. Mógłby wlecieć w ten tunel i znaleźć dużo jedzenia. Ale się boi. My też tak żyjemy. Nasze okruszki to samochód, DVD, komputer. Dziobiemy, a ciasny tunel prowadzi do życia wiecznego. Tylko że młodzi ludzie wiedzą jedno: liczy się kasa. Jedyną powszechną ideologią w Polsce jest materializm praktyczny. My tu sobie rozmawiamy, a tymczasem w Polsce odbywa się, powiedzmy, kilka tysięcy rozmów o pieniądzach. Jak mało mam kasy, jak bardzo potrzebuję kasy, gdzie można więcej zarobić...

– Co Ksiądz mówi tym, którzy tylko o tym myślą?

– Puknijcie się w głowę! Wjechaliście w ślepą uliczkę. Ona jest bajecznie kolorowa, śliczna, ale na końcu okaże się, że jest ślepa. Nie zaprowadzi nikogo do szczęścia. Godzinami mogę opowiadać o ludziach, którzy teoretycznie powinni być nieszczęśliwi, a jednak jest inaczej. Ostatnio np. fotografowano siostrę zakonną, która ma sto lat. Szukano oblicza starego człowieka na okładkę książki. Siostra zapytała, o czym jest ta książka. Usłyszała, że o ludziach starych, smutnych, chorych. Podziękowała. „To nie dla mnie i nie o mnie”. Miała pokój w sercu. Była szczęśliwa.

– Był Ksiądz kiedyś kapelanem w szpitalu. Widział, jak ludzie odchodzą z tego świata. I przyszła ta chwila, kiedy to Księdza dotknęła choroba. Jak to Ksiądz przeżywa?

– Na razie raczej z humorem. Nie załamuję się. Lubię rozmawiać z Panem Bogiem po wojskowemu, chociaż nigdy w wojsku nie byłem. Wyobrażam sobie, że Pan Jezus mówi o chorobie: „Pawlukiewicz, masz nowego przyjaciela”. Odpowiadam: „Tak jest!”. I żyję dalej.

– Boli?

– Bólu nie czuję. To ograniczenie ruchowe, brak koordynacji. Przewróciłem się już może z 30, 40 razy.

– Czyli żartów nie ma?

– Bywa niebezpiecznie. Jak upadam, np. ze schodów, to myślę, żeby jakoś ręce pochować i przyjąć ciałem ciężar uderzenia.

– To choroba Parkinsona?

– Tak.

– Można ją zatrzymać?

– Można ją spowolnić i to się w dużym stopniu udaje. Ale po jakimś czasie zawsze sunie do przodu. Pół milimetra, centymetr, ciągle dalej.

– Kiedy Ksiądz się zorientował, że jest poważnie chory?

– W 2007 r. Przy goleniu zadrżała mi ręka. Nie mogłem precyzyjnie dotykać maszynką twarzy. Potem był problem z wyciągnięciem chusteczki do nosa albo portfela z kieszeni. Z trudem myłem zęby. Ale jeszcze wtedy były to drobne dolegliwości. Teraz jest inaczej. Szukam jednak pozytywnych stron. Jestem wzruszony opiekuńczością sióstr zakonnych, kapłanów, ludzi świeckich. Przychodzą, pytają, czy w czymś mi pomóc, czy dokądś podwieźć, coś kupić. Te codzienne doświadczenia kontrastują z obrazem polskiego kleru, który ostatnio przedstawił jeden z reżyserów. Ja widzę codziennie inny świat i jestem nim pozytywnie zaskoczony.

– Czy boi się Ksiądz śmierci?

– Teraz nie (uśmiech). Siedzimy sobie w miły jesienny wieczór. Miło się rozmawia, jest przyjemnie. Ale jak przyjdzie lekarz i powie, że to już koniec, to pewnie będę zazdrościł tym, którzy będą mogli oglądać następne mistrzostwa świata w piłce nożnej. Pewnie też tym, którzy dostaną nowy sprzęt muzyczny, taki idealny, bezszumowy... Wiem jednak, że Pan Bóg pokaże mi w niebie wiele fantastycznych rzeczy, o których na ziemi nie mamy pojęcia. Oczywiście, jeśli znajdę się w niebie, o co Boga pokornie proszę.

– Mówi Ksiądz, że każdy powinien przygotować się do śmierci. A Ksiądz jak to robi?

– Dużo myślę o śmierci, o przemijaniu. Dwa miesiące temu umarła moja mama. Widziałem ją przez całe moje życie, czyli prawie przez 60 lat. Przyglądałem się, jak żyła, byłem blisko w chorobie, kiedy umierała. I bardzo realnie spojrzałem na siebie. Mam prawie 60 lat, jestem chory. Oczywiście, można jeszcze pracować, funkcjonować, ale trzeba realnie oceniać sytuację i przygotować się na ten moment. Przygotować – to znaczy wypełnić swoją misję na maksa. Zrobić to, co zostało do zrobienia i co można zrobić przy wszystkich ograniczeniach. Tak, aby potem stanąć jak szeregowiec przed Generałem i usłyszeć od Niego słowa: „Dobrze, synu. Wiele uczyniłeś dobrego i wielką dostaniesz nagrodę w niebie”.

– Liczy Ksiądz na cud? Przecież wiele osób doświadczyło cudu.

– Kiedy o tym myślę, mówię sobie: „To byłby numer!”. Podchodzę do wszystkiego z humorem. Na początku, gdy lekarze stwierdzili, że to choroba Parkinsona, pojechałem do sióstr zakonnych na rekolekcje. Laseczką się podpierałem, żeby się nie przewrócić. Na spotkaniu po skończonych rekolekcjach słuchaczki wymieniały poglądy: które nauki się podobały, które mniej. Ze zdumieniem usłyszałem od 90 proc. zakonnic, co zrobiło na nich największe wrażenie: to, że ks. Pawlukiewicz o lasce zmagał się przy ołtarzu, żeby czegoś nie wylać, bo ręka mu drżała. Potem pojechałem na zamknięte rekolekcje do studentów i usłyszałem to samo. Wtedy dopiero można się było załamać! Trochę się buntowałem, no bo jak to, nie podziwiają moich słów, wygłaszanych mądrości, tylko podziwiają laskę, którą się podpieram, żeby nie wylądować na ziemi? Skandal! (śmiech).

– Bywają chwile depresji?

– Kiedyś miałem złe dni. Pomyliłem tabletki i zajrzała mi w twarz perspektywa domu starców. Marzyłem wcześniej, że jak będę ociężały, to kupię sobie jakiś fajny, duży telewizor. Tak na koniec. A potem przepiszę go jakimś biednym dzieciom. A tu po lekach nastąpiło jakieś nagłe załamanie zdrowia i perspektywa, że już nie zdążę zrobić nawet tego i wyląduję w domu księży emerytów. A tam łóżko i pampersy.

– Czy w takiej sytuacji inaczej przeżywa się życie? Czy jest się bliżej Boga?

– Cieszę się, że Bóg uchronił mnie od postawy buntu. Od stawiania pytań, dlaczego, i mówienia: „przecież dobrze żyłem”.

– Powróćmy na koniec do najnowszej książki. Jakie jest jej najważniejsze przesłanie?

– Chcę przekazać wszystkim: gryź, kop, szalej, ale wracaj. Wracaj do Pana Boga. Na różne sposoby. Możesz żebrać, płakać, prosić o spowiedź, ale jednego nie zaniechaj. Wróć do Kościoła, wróć do Pana Boga. Konfesjonały są otwarte codziennie, za darmo. Nie czekaj na koniec życia, bo nie wiesz, kiedy nastąpi. Zacznij wracać. Już teraz.

– Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Światło, które łączy

2018-12-16 20:48

Marian Florek

Marian Florek/Niedziela
Przekazanie Betlejemskiego Światła Pokoju bp. Andrzejowi Przybylskiemu

W dniu 16 grudnia 2018 r. na Jasnej Górze już po raz 28. zapłonęło Betlejemskie Światło Pokoju.

Dostarczyli je harcerze Związku Harcerstwa Polskiego. Odbyło się to podczas Mszy św., której przewodniczył bp Andrzej Przybylski, biskup pomocniczy częstochowski. W homilii główny celebrans zaapelował, by wszyscy obecni dzisiaj na Jasnej Górze poczuli się odpowiedzialnymi stróżami światła, ale nie takiego symbolicznego tylko za światło z Betlejem, któremu na imię Chrystus. Na końcu bp Przybylski poprosił wszystkich, aby codziennie dodawali do tego Światła swojego osobistego żaru.

Zobacz także: Homilia bp. Andrzeja Przybylskiego

Przedtem uczestnicy wydarzenia spotkali się w sali i. A. Kordeckiego, gdzie po oficjalnych powitaniach i przemówieniach wysłuchano programu pt. „Łączy nas światło”. Potem były przemówienia gości, życzenia, modlitwa, łamanie się opłatkiem oraz śpiew kolęd wspólnie z zespołem „Kamyczki”. Harcmistrz Przemysław Kowalski z Hufca ZHP Częstochowa

Zobacz zdjęcia: Przekazanie Betlejemskiego Światła Pokoju na Jasnej Górze

powiedział, że Betlejemskie Światło Pokoju, które przywędrowało na Jasną Górę pod hasłem „Łączy nas światło” powinno łączyć ludzi przede wszystkim w służbie innym. Pragnieniem harcerzy – kontynuował rozmówca – jest dotrzeć do najbardziej potrzebujących, do ludzi starszych i chorych. A duszpasterz harcerzy ks. Grzegorz Paszka zwrócił uwagę na głęboki sens Betlejemskiegio Światła, które jest przypomnieniem, iż właśnie w Betlejem narodził się Zbawiciel świata- Jezus Chrystus.

Innymi punktami spotkania był bieg patrolowy oraz podsumowanie i nagrodzenie zwycięzców konkursu plastycznego w trzech kategoriach: rysunku, szopki i wieńca, oraz złożono wotum z okazji 100.Rocznicy Odzyskania Niepodległości.

Inicjatywa Betlejemskie Światło Pokoju wyszła od Austriaków, którzy w 1986 r. juako pierwsi zapalili Betlejemskie Światło od lampy oliwnej wiszącej w Grocie Narodzenia. W tym roku tego zaszczytu dostąpił 11-letni harcerz Niklas Lehner, który następnie przekazał światełko delegacjom harcerzy z różnych krajów. Zgodnie z tradycją, polscy harcerze otrzymują je od harcerzy słowackich. Ceremonia przekazywania światła odbywa się raz w Polsce, raz na Słowacji. W tym roku miało ono miejsce w niedzielę podczas uroczystej Mszy św. w słowackiej miejscowości Svit. I tak poprzez Jasną Górę, Kraków i Zakopane Światełko Pokoju dociera do wszystkich, do tych mających pokój w sercu i tych którzy tego pokoju pragną.

Związek Harcerstwa Polskiego organizuje Betlejemskie Światło Pokoju od 1991 roku. Tradycją jest, iż ZHP otrzymuje Światło od słowackich skautów. Przekazanie Światła odbywa się naprzemiennie raz na Słowacji raz w Polsce. Polska jest jednym z ogniw betlejemskiej sztafety. Harcerki i harcerze przekazują Światło dalej na wschód: do Rosji, Litwy, Ukrainy i Białorusi, na zachód do Niemiec, a także na północ – do Szwecji.

Organizatorzy: Komenda Hufca ZHP Częstochowa, IV SH „Kamyk” im. hm. Aleksandra Kamińskiego Partnerzy: Chorągiew Śląska ZHP, Klasztor o.o. Paulinów na Jasnej Górze

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem