Reklama

Miałem tysiące powodów, by w NATO być dumnym z bycia Polakiem

2018-04-25 11:32

Monika Kanabrodzka
Edycja podlaska 17/2018, str. VII

Archiwum CIDO
Ks. płk. Henryk Polak

Z ks. płk. Henrykiem Polakiem, ówczesnym kapelanem w Polskim Przedstawicielstwie Wojskowym przy NATO i Unii Europejskiej w Brukseli, rozmawia Monika Kanabrodzka

MONIKA KANABRODZKA: – 3 maja jest dniem szczególnym. Tego dnia obchodzimy Uroczystość Najświętszej Marii Panny Królowej Polski, głównej patronki Polski, a także Dzień Modlitw za Emigrację. W jaki sposób Maryja towarzyszy Księdzu w posłudze duszpasterskiej w Polsce i za granicą?

KS. PŁK. HENRYK POLAK: – W parafii ciechanowieckiej, z której pochodzę, święta maryjne były zawsze uroczyście obchodzone. Taki rys duszpasterstwa nadawał, nieżyjący już dziś, były proboszcz ciechanowieckiej parafii ks. Wincenty Marczuk. On również podkreślał rolę Kościoła w dziejach Polski, a zwłaszcza kult Matki Bożej. Pamiętam z życia naszej wsi nabożeństwa majowe odprawiane przy małej kapliczce, przy figurze Matki Bożej. Tam przychodziliśmy codziennie, tam wymodlono dla mnie powołanie, tam ofiarowywano za mnie modlitwy w trakcie studiów seminaryjnych. Wiem, że do dnia dzisiejszego płyną tam modlitwy w mojej intencji przed Matką Bożą. W takim duchu byłem wychowany, dlatego przez całe lata kapłaństwa czułem niezwykłą obecność Matki Bożej w moim życiu i pracy duszpasterskiej. Brałem udział w pielgrzymkach pieszych na Jasną Górę zarówno z Drohiczyna, jak i później z żołnierzami Krakowskiego Okręgu Wojskowego, którego byłem dziekanem przez 11 lat. Pamiętam atmosferę wśród żołnierzy na pielgrzymce. Pierwsze dwa dni marszu prawie w milczeniu. Nie jest łatwo zachęcić 19-letnich mężczyzn do śpiewania Godzinek o szóstej rano. Trzeba było nad tym popracować. Poza tym oni widzieli reakcje ludzi witających pielgrzymów w miastach i wioskach. Na widok grupy pięciuset chłopa w mundurach wkraczających do wioski z maryjną pieśnią na ustach ludzie płakali ze wzruszenia, witali, częstowali. To wyzwalało dobre chęci w żołnierzach i chcieli, co najmniej, dorównać grupom cywilnym. Poza tym powtarzaliśmy często hasło: „Tylko Szwedzi szli na Jasną Górę bez spowiedzi”. Miałem ogromną satysfakcję, kiedy sto procent naszych żołnierzy pod koniec pielgrzymki przystępowało do Komunii św. Wtedy myślałem, że choćby tylko dla tego widoku warto było iść do wojska.

– Proszę powiedzieć w jakich miejscach otaczał Ksiądz duszpasterską opieką żołnierzy oraz jak wspomina Ksiądz pracę kapelana w polskiej jednostce?

– Byłem kapelanem w Polskim Przedstawicielstwie Wojskowym przy NATO i Unii Europejskiej w Brukseli. Opieką duszpasterską ogarniałem bazy wojskowe w Mons (Belgia), Brunssum (Holandia), Ramstein i Heidelberg (Niemcy). Było to dla mnie ogromne wyróżnienie, ale i wyzwanie. Wspominam ten czas, jako błogosławiony. Polscy żołnierze i ich rodziny wyróżniali się na tle innych narodowości: osiemdziesięcioprocentowa frekwencja na Mszach św., regularne przystępowanie do sakramentów świętych, Pierwsze Komunie św. dzieci, bierzmowania młodzieży, spotkania w grupach osób dorosłych. Na odprawach międzynarodowych i międzywyznaniowych, kapelani innych narodowości patrzyli na nas, Polaków, z podziwem i zazdrością. Jestem wdzięczny moim kolegom żołnierzom i ich rodzinom za to niezwykłe świadectwo wiary. Miałem tysiące powodów, by w NATO być dumnym z tego, że jestem Polakiem.

– Jak żołnierze przeżywają oddalenie od Ojczyzny oraz służbę często z narażeniem zdrowia i życia? Czy pamięta Ksiądz spotkania, rozmowy z żołnierzami, które szczególnie zapadły w pamięci?

– Żołnierze dzisiaj decydując się na służbę wojskową biorą pod uwagę ewentualną konieczność wyjazdu na misje wojskowe w różne zakątki świata. To bywa wyjazd na wojnę czy do Iraku czy do Afganistanu. Będąc dziekanem Okręgu, a potem Korpusu w Krakowie kilkakrotnie żegnałem kolejne kontyngenty wyjeżdżające na misje. Zawsze na pożegnanie była Msza św., podczas której wręczałem każdemu żołnierzowi różaniec. Prosiłem, by go zabrali do munduru i odmawiali. Mówiłem również, że jeżeli ktoś zapomniał jak się odmawia Różaniec, niech się zgłosi do kapelana po przypomnienie. To nie wstyd. Po powrocie jednej ze zmian z Iraku wspomina pewien porucznik: „Dał nam ksiądz przed wyjazdem różańce i kazał odmawiać. Odmawiałem go codziennie. Tak się nauczyłem i robię to codziennie do dnia dzisiejszego, również w Polsce”. Opowiadali żołnierze wracający z misji, że tam nie było wśród Polaków ateistów. Jak śmierć w oczy zagląda – kończy się ateizm. W sytuacji kiedy trzeba spać w kamizelce kuloodpornej, myśli się o życiu i śmierci poważnie. Wspominają moi koledzy żołnierze również i radośniejsze momenty z tamtego wojennego życia. W Wielką Sobotę zwyczajem Polaków trzeba było poświęcić pokarmy. Zamiast koszyczka używali hełmów żołnierskich, aby tradycji stało się zadość.

– Proszę opowiedzieć o Księdza doświadczeniach polonijnych. Jaka jest obecna sytuacja Polaków w Brukseli?

– Cztery lata mieszkałem w Brukseli. Obserwowałem życie nie tylko żołnierzy, ale i licznej Polonii. Wielu ludzi z Siemiatycz, Bielska, Ciechanowca, Grodziska, Perlejewa tam mieszka i pracuje. Teraz sytuacja jest dobra, ponieważ wszyscy pracują legalnie, mieszkają z całymi rodzinami, są ubezpieczeni, dzieci chodzą do szkoły. Nasi rodacy są cenieni, jako wszechstronni, dobrzy pracownicy i specjaliści w wielu dziedzinach. Znają język francuski czy flamandzki, zajmują coraz wyższe stanowiska. Poza tym dają piękne świadectwo wiary. Jeżeli w Brukseli jakiś duży kościół jest wypełniony ludźmi, to na pewno Msza św. odprawiana jest tam po polsku. Dla przykładu, przy kościele św. Elżbiety jest parafia belgijska i Polska Misja Katolicka ks. Dziury. W pierwszy dzień Wielkanocy na wszystkich Mszach św. belgijskich było 18 osób. Na polskich – ludzie nie mieścili się w potężnym kościele. Całymi godzinami spowiadaliśmy przed Wielkanocą. To są nasi rodacy z Podlasia, z naszej diecezji. Wynieśli wiarę z dobrych, polskich rodzin. Niech tak będzie zawsze. Obecna sytuacja na Zachodzie, w tym w Belgii, staje się coraz bardziej skomplikowana. Na ulicach jest coraz bardziej niebezpiecznie. Ludzie czują zagrożenie, niepokój. Boją się o wychowanie dzieci. Wielu decyduje się na powrót do Polski.

– Patriotyzm to umiłowanie narodowej tradycji, kultury, religii oraz języka. Jak wygląda pielęgnowanie postaw patriotycznych wśród Polaków mieszkających w Brukseli?

– Uczucia patriotyczne budzą się bardziej za granicą niż w ojczyźnie. Z racji świąt patriotycznych organizowane są uroczyste obchody przy współpracy z ambasadą bilateralną czy unijną. Odprawiane są Msze św. w polonijnych kościołach, a z racji największych polskich świąt w katedrze brukselskiej. Do nauki języka są szkoły polskie. Ponadto działają organizacje takie jak Polska Macierz Szkolna czy organizacje kombatanckie np. żołnierzy Generała Maczka. We Flandrii są liczne cmentarze, gdzie spoczywają polscy żołnierze. Co roku organizowane są uroczystości na najwyższym poziomie. Dla przykładu na cmentarzu polsko-kanadyjskim w Maldegem zawsze jest obecny ambasador Polski, ambasador Kanady, przedstawiciel Króla Belgii i liczni okoliczni mieszkańcy. Podczas uroczystości Orkiestra Marynarki Wojennej Kanady gra, chór flamandzki po polsku śpiewa: „Jeszcze Polska nie zginęła”. Zawsze uczestniczyłem w tych uroczystościach z ogromną dumą i wzruszeniem. W Gent (Gandawa) jest pomnik ku czci pięciu polskich lotników, którzy zginęli w bitwie nad Gandawą. Co roku w pobliskim kościele jest Msza św. i potem apel przy pomniku. Miejscowa belgijska diecezja przysyła swojego przedstawiciela, który patrząc na nasz udział we Mszy św. mówi ze wzruszeniem i zazdrością: „U nas też tak kiedyś było”. Na terenie baz wojskowych w Brunssum i Mons są również polskie szkoły. Dzieci uczą nie tylko języka polskiego, ale uzupełniają wiedzę z przedmiotów, których nie ma w szkołach belgijskich, czy amerykańskich. Z racji świąt państwowych i kościelnych szkoły polskie przygotowują piękne akademie. Gratulowałem nauczycielom i uczniom pomysłów, zdolności i umiejętności. Dziękuję wszystkim polskim rodzinom wojskowym z Belgii Holandii i Niemiec za piękną współpracę, za świadectwo wiary i polskości. Czułem się tam bardzo potrzebny. Niech Bóg Wam błogosławi.

Tagi:
wywiad

Czy jesteście powołani do niepłodności?

2018-05-22 12:23


Edycja wrocławska 17/2018, str. IV-V


Małgorzata Trawka: – Oktawa Wielkanocna w tym roku była dla Was szczególnym momentem, w Waszej rodzinie pojawiło się nowe życie.

Bernadetta: – W Oktawie Wielkanocnej zadzwoniła do nas pani z ośrodka adopcyjnego i zapytała, czy jesteśmy gotowi na odrobinę szaleństwa, ponieważ jest dziecko, które urodziło się z końcem marca, w Wielkim Tygodniu. I pytanie, czy bylibyśmy zainteresowani, by je poznać, jego akta, historię, spotkać się z nim i dowiedzieć czegoś więcej. Powiedzieliśmy: tak, chcemy się spotkać. To jest noworodek, nie jest wolny prawnie. To jest dziecko, które zostało w szpitalu po urodzeniu. Matka biologiczna złożyła pismo, że chce dziecko oddać do adopcji. Po sześciu tygodniach tę decyzję musi potwierdzić w sądzie. To jest troszeczkę niespodzianka, nie wiemy, jak się skończy, ale jesteśmy poddani woli Bożej. Liczymy na to, że będziemy mogli dziecko adoptować, ale jeżeli Pan Bóg zaplanował inaczej, to po prostu przez te sześć tygodni damy mu tyle miłości, ile możemy.

Krzysztof: – Cała procedura przy noworodkach jest szybka. Na decyzję mieliśmy jeden dzień, następnego byliśmy go zobaczyć, a kilka dni później był już z nami.

– W którym momencie pozwalacie sobie na stwierdzenie: „To jest nasze dziecko”?

K: – Zdecydowanie już w tej chwili. Tym bardziej, że czekaliśmy na naszego maluszka rok i cztery miesiące. To jest nasze wymodlone dzieciątko.

B: – Z naszą starszą córką było tak, że potrzebowałam trzech tygodni, by oswoić się z myślą, że jestem mamą, że mam córkę. Potrzebowałam czasu, żeby tę więź nawiązać. Wydaje mi się, że tym razem idzie dużo szybciej.

– Kiedy poczuliście się powołani do zorganizowania i poprowadzenia rekolekcji dotykających problemu niepłodności?

K: – Należymy do ruchu Equipes Notre-Dame. Wiosną 2017 r. byliśmy na rekolekcjach naszej wspólnoty małżeńskiej o komunikacji w małżeństwie współprowadzonych przez ks. Gabriela Pisarka, sercanina, który na co dzień pracuje w Kluczborku. Podczas jednego z posiłków zaczęliśmy rozmawiać z księdzem o naszej historii i może trochę zbyt śmiało zapytałem, czy na rekolekcjach albo warsztatach dla małżeństw prowadzonych przez sercanów poruszany jest temat trudności z zajściem w ciążę, niepłodności itp. I ks. Gabriel powiedział, że nie ma takich tematów, i zachęcił: to zróbmy coś.

– Czy te rekolekcje są adresowane do małżonków, którzy wprawdzie mają już swoje dziecko, ale jednocześnie doświadczają trudności w poczęciu następnego?

K: – Rekolekcje są dla małżeństw sakramentalnych, to jest jedyny podstawowy warunek. Mogą to być małżeństwa, które mają dzieci i dalej nie mogą naturalnie począć. Adresujemy je do małżeństw, które są na każdym etapie zmagania się z trudnościami z poczęciem, czy to jest pół roku starania się, czy kilka lat, czy to jest już któryś rok leczenia niepłodności, czy któryś rok oczekiwania na adopcję, czy któryś rok, gdy ona jest zdrowa, on jest zdrowy, a dalej mimo wszystko nie ma potomstwa.

– A jak Wy odbieraliście sytuację, że nie możecie mieć dzieci?

B: – Przeszliśmy drogę, która może nie jest idealna, ale typowa. Zaczęło się od decyzji, że staramy się o dziecko i skoro wszystkim innym naokoło wychodzi to dosyć szybko, to z nami będzie tak samo, bo dlaczego by nie? Staramy się jeden miesiąc, drugi, trzeci i kolejny, ciągle nic. I w pewnym momencie pojawiały się pytania, wątpliwości i myśl, że może należałoby się przebadać. Ja się badałam i Krzysiu też, no i wyniki nie były dobre. Zaczął się okres leczenia, ale nie przynosiło ono oczekiwanych skutków. Była medycyna niekonwencjonalna, testy owulacyjne, dużo modlitwy, pas św. Dominika, różne sposoby... W pewnym momencie pojawił się bunt, foch na Pana Boga: Panie Boże, my jesteśmy Tobie wierni już długie lata, jesteśmy wobec Ciebie fair, a Ty z nami postępujesz niesprawiedliwie. Obiecałeś: „Bądźcie płodni, rozmnażajcie się”, a u nas tego nie widać. I był okres głębokiego dołu i załamania, i patrzenia z zazdrością na inne pary, które spodziewają się dziecka, albo prowadzą wózek. I były myśli naprawdę nieżyczliwe w stosunku do tych osób, bo też czuliśmy, że zasługujemy na dzieci.

K: – W Piśmie Świętym jest napisane: „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie” (Mt 18,19). To zdanie nas buntowało. To była masakra.

B: – Jak jedno z nas było w dole, to drugie ciągnęło ku górze i odwrotnie, tak na wymianę, a w pewnym momencie oboje byliśmy w dołku. Jednej niedzieli modliliśmy się w kościele po Mszy św. i wtedy łzy leciały strumieniami. Wychodzimy z kościoła, patrzymy, stoi przed wejściem Kuba, nasz znajomy, i mówi, że właśnie powstaje ekipa Notre-Dame, może byśmy chcieli przyjść na takie niezobowiązujące spotkanie, by się więcej dowiedzieć. Myślałam wtedy, po co nam to, przecież przeżywamy dół i mamy inne problemy. Ale okazało się, że jak już poszliśmy, to był to początek wspaniałej przygody z Panem Bogiem. Wsparcie, jakie zaczęliśmy dostawać w naszej ekipie, bardzo nam pomogło. Niedługo potem okazało się, że jest miejsce na wcześniejszy kurs adopcyjny i sprawy potoczyły się szybko.

– Słyszymy czasami o rekolekcjach dla bezpłodnych małżeństw, w których dominująca wydaje się być modlitwa o uzdrowienie. Temat tych rekolekcji może sugerować, że akcent jest położony na akceptacji niemożliwości bycia biologicznymi rodzicami.

B: – Akcent stawiamy na działanie. Widzimy wokół siebie wiele par, które, mówiąc kolokwialnie, bardzo się guzdrają, gubią, tkwią w marazmie, trzymając się kurczowo jednego rozwiązania, np. jednego lekarza, i to nie przynosi efektów. Są nieszczęśliwi, stoją w miejscu. My chcemy, żeby z tego miejsca ruszyli. Chcemy ich zaprosić do zaufania Panu Bogu, żeby działa się Jego wola w czasie, jaki On chce, i w sposób, w jaki On chce.

K: – Doświadczyliśmy tego, że łatwo jest popaść w stagnację i czekać na cud. Nasz przykład: zaczynamy się starać, mijają kolejne miesiące i nie wiemy, co zrobić. Później, gdy chcemy się zbadać, kobieta wie, gdzie pójść, bo badanie ginekologiczne jest dosyć naturalnym sposobem. Ale mężczyzna? Żeby zbadać swoje nasienie? Jeszcze w sposób zgodny z moralnością katolicką? To jest trudne i nie wiadomo, gdzie pójść, kogo zapytać. To jest pierwszy krok, trzeba odwagi, żeby zacząć rozmawiać. Gdy dostaje się wyniki poniżej normy, to jest kolejny cios, gdy słyszę, że najlepiej jest pójść na in vitro lub spróbować inseminacji, do których nasza wiara i Kościół mają jednoznaczne stanowisko: nie. Idziemy z wynikami do jednego ginekologa, drugiego, większość nie wie, jak do tego podejść. Specjalistów naprotechnologii nawet we Wrocławiu jest bardzo mało, a leczących mężczyzn prawie wcale. I dalej trwa się w dole, nostalgii. Te rekolekcje są również po to, żeby pokazać konkretne miejsca, w których można otrzymać pomoc. Nie jesteśmy ekspertami, ale chcemy podzielić się naszym doświadczeniem.

B: – Nie chcemy robić reklamy adopcji. Chcemy pokazać drogi wyjścia, na które Pan Bóg otwiera serce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jedyny, który jest Miłością

2018-05-23 10:40

Abp Wacław Depo
Niedziela Ogólnopolska 21/2018, str. 33

Graziako

Stawianie pytań jest dowodem rozumności i wolności natury ludzkiej, która „wyszła z rąk Boga”. Już na kartach Starego Testamentu Izrael nie może się nadziwić miłości Boga Stwórcy. Dobrze ujął to psalmista w Psalmie 33, który odpowiada na odwieczne pytania człowieka:

„Ziemia jest pełna Jego łaski.
Przez słowo Pana powstały niebiosa,
wszystkie gwiazdy przez tchnienie ust Jego.
Bo przemówił, i wszystko się stało,
sam rozkazał, i zaczęło istnieć”.

Bóg mówi przez istnienie wszechświata – kosmosu, który podtrzymuje aktem stwórczej woli. Mówi przez sens ludzkiej historii, w której wszystko zmierza ku swej pełni, ku objawieniu swej największej tajemnicy jedności Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Bóg mówi do nas przez Ducha Świętego, który jest Trzecią Osobą Bożą, w której „spotykają się i miłują” Ojciec i Syn. Duch Boży jest dla całego stworzenia źródłem harmonii i ładu, wolności i miłości. To On daje człowiekowi możliwość poznawania Boga, prowadzenia życia religijnego, wiążąc nasze życie z Jezusem. Jak mocno zaznaczył św. Paweł w Liście do Rzymian: „Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście Ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: «Abba, Ojcze!»”.

Ten sam Duch Święty buduje wspólnotę Kościoła Chrystusa, jest jego Duszą ożywiającą, od początku zaistnienia aż do końca historii ziemskiej, przygotowuje go do pełni królestwa Bożego. Niezmiennie ważne dla Kościoła jest spełnienie słów Chrystusa: „Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Te słowa mógł wypowiedzieć tylko On, Syn Boga i Człowiek, który jest dla nas Drogą do Ojca, Prawdą Odwieczną i Życiem, które się nie kończy. Dlatego miał prawo powiedzieć do Apostołów: „Idźcie i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu”. Czyńcie uczniami tych, którzy słyszą to słowo. Żaden bowiem człowiek nie jest poza zasięgiem Jego prawdy i łaski, chyba że sam się oddala, nie chce słyszeć prawdy i rezygnuje z łaski, którą wnosi Chrystus.

Wiara w tę najtrudniejszą tajemnicę, a zarazem w prawdę objawioną – jest dogmatem najwyższej radości dla nas. To Bóg Trójjedyny sprawia, że nikt z nas już dzisiaj nie może się czuć samotny, że jesteśmy ukierunkowani ku przyszłości i wspólnocie z Nim samym. Wiara w Boga stanowi dla nas wezwanie do odnowienia i zadzierzgnięcia więzi społecznych: Bóg jest Wspólnotą Osób w Miłości, Wspólnotą tętniącą życiem. Dlatego pozostaje dla człowieka wierzącego niedościgłym wzorem społecznego zaangażowania się i odpowiedzialności za siebie i za drugiego człowieka.

Przyjmijmy w zakończeniu zadania postawione przez autora Księgi Powtórzonego Prawa: „Poznaj dzisiaj i rozważ w swym sercu, że Pan jest Bogiem, a na niebie wysoko i na ziemi nisko nie ma innego. Strzeż Jego praw i nakazów, które ja dziś polecam tobie wypełniać; by dobrze ci się wiodło i twym synom po tobie; byś przedłużył swe dni na ziemi, którą na zawsze daje ci Pan, Bóg twój”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Jubileuszowe pielgrzymowanie do Piekarskiej Pani

2018-05-27 21:16

Łukasz Krzysztofka

Dziesiątki tysięcy mężczyzn i młodzieńców pielgrzymowały do Sanktuarium Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej w Piekarach Śląskich. Tegoroczna pielgrzymka była wyjątkowa ze względu na jubileusz 700-lecia konsekracji pierwszego, drewnianego kościoła w Piekarach.

Łukasz Krzysztofka

Przed Mszą św., która była kulminacyjnym punktem pielgrzymki, kard. Zenon Grocholewski, legat papieski, odczytał list od papieża Franciszka. "Sługa Boży kardynał Stefan Wyszyński słusznie mawiał, że bez sprawiedliwości nie ma prawdziwego pokoju ani miłości społecznej. Lecz chrześcijanie powinni zawsze pamiętać, iż dla wiecznego zbawienia konieczne jest praktykowanie miłosierdzia i udzielanie przebaczenia: obie te rzeczy stanowią bowiem dowód prawdziwej wiary chrześcijańskiej, jak sam Pan wielokrotnie nas pouczał. Dlatego też Najświętsza Maryja Dziewica zupełnie słusznie jest nazywana Matką Sprawiedliwości i Miłości Społecznej, a jednocześnie jest wzywana jako Matka Miłosierdzia" - napisał Ojciec św.

Słowo do zebranych na kalwaryjskim wzgórzu skierował metropolita katowicki abp Wiktor Skworc. Odniósł się do katastrofy w kopalni „Zofiówka”, gdzie 5 maja 7 górników zostało uwięzionych prawie tysiąc metrów pod ziemią. - Dwóch z nich udało się uratować, ale Marcin, Piotr, Przemysław, Łukasz i Michał nie przeżyli wstrząsu, chociaż śpieszyło im z pomocą ponad 2,5 tys. ratowników - powiedział z bólem. Zapewnił o solidarności z rodzinami poszkodowanych. Podziękował Zarządowi Jastrzębskiej Spółki Węglowej i ratownikom górniczym z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego. - Wasze działania to przykład bezgranicznej miłości bliźniego. Bóg zapłać wam. Dziękujemy! - powiedział metropolita katowicki.


Abp Skworc mówił też o zaangażowaniu w życiu społecznym, codziennej trosce o kulturę życia i nawróceniu ekologicznym. Podkreślił, że wolne od handlu niedziele, o które w ciągu wielu lat upominali się biskupi katowiccy to wielka radość, jednak mają miejsce także niepokojące i nieuczciwe praktyki. - Nie ulegniemy korporacjom sieci handlowych, które usiłują ominąć stanowione prawo. Polska nie może pozwalać na to, aby lekceważono państwo prawa. Setki tysięcy zatrudnionych, zwłaszcza kobiet, nie muszą w niedzielę pracować - mogą odpocząć i być dla rodziny; zauważamy, jak w dwie wolne od handlu niedziele zmienia się styl życia - wskazywał abp Skworc.

Wielu pątników przybyło do piekarskiego Sanktuarium pieszo lub rowerem, tak jak Henryk Gwintok z Siemianowic Śląskich. Mimo że skończył 80 lat zawsze w ostatnią niedzielę maja wsiada na rower i przyjeżdża do Matki Bożej Piekarskiej. To pielgrzymowanie jest już dla niego tradycją. U Matki Bożej jest rok rocznie od ponad trzydziestu lat. - Przyjeżdżam, aby pozdrowić Matkę i podziękować Jej za to, że jestem tu, gdzie jestem i jestem tym, kim jestem. Czuję Jej opiekę każdego dnia i dziękuję za nią w modlitwie codziennie rano - mówi.

Eryk Prochoń i Józef Jędrysek są sąsiadami i także nie wyobrażają sobie, aby z Mysłowic nie przybyć do Piekar. Mają w tym roku ku temu również szczególny powód.- Nie da się pominąć tej uroczystości i nie być na niej. A w tym roku obchodzimy 75. rocznicę urodzin i jesteśmy tu, aby podziękować Bogu przez ręce Maryi za wszystkie otrzymane łaski i prosić o zdrowie na dalsze lata życia. Pielgrzymujemy tu od naszego dzieciństwa - opowiadają.

W tym roku po raz drugi gościem w Piekarach był kard. Zenon Grocholewski z Watykanu, który przewodniczył Mszy św. i wygłosił homilię. Po południu odbyła się także Godzina Młodzieżowa i nabożeństwo majowe, po którym w procesji odprowadzono cudowny obraz do piekarskiej Bazyliki, gdzie odśpiewano uroczyste "Te Deum".

Mężczyźni po raz pierwszy pielgrzymowali do Piekar w 1947 roku. Zgodę na zorganizowanie pielgrzymki wyraził biskup katowicki Stanisław Adamski. U stóp Matki Bożej Piekarskiej modlili się później m.in. kardynałowie: Stefan Wyszyński, Józef Glemp, Franciszek Macharski.

Sanktuarium w Piekarach to szczególne miejsce, gdzie zawsze wybrzmiewał społeczny głos Kościoła. Były tu poruszane trudne tematy. Zwłaszcza w czasach komunizmu spotkania te były oazą wolności dla ludzi pracy ze Śląska. Przybywali tu przede wszystkim hutnicy i górnicy. W latach 1965-1978 - co roku podczas pielgrzymki mężczyzn - homilię na wzgórzu piekarskim głosił ówczesny metropolita krakowski kard. Karol Wojtyła. Warto również wspomnieć, że oryginalny obraz Matki Bożej Piekarskiej znajduje się w katedrze opolskiej, a w Piekarach odbiera cześć jego XVII-wieczna kopia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem